czwartek, 27 czerwca 2013

"Stażyści" | Film

Tytuł: Stażyści
Tytuł oryginalny: Intership, The
Reżyseria: Shawn Levy
W rolach głównych: Vince Vaughn, Owen Wilson
Premiera: 5.06.2013 (świat), 21.06.2013 (Polska)
Produkcja: USA

W ramach ostatnich dni roku szkolnego postanowiliśmy wybrać się do kina, zanim wszyscy rozjadą się na wakacje. Czemu padło na Stażystów? Ktoś oglądał zwiastun, jeszcze ktoś inny czytał opis fabuły... Do tego wszystkiego profil klasy przecież również zobowiązuje i, jak przystało na rasowych uczniów mat-fiz-infu, poszliśmy na film o Google. Przyznaję - dawno tak głośno się nie śmiałam w kinie!

Billy (Vince Vaughn) i Nick (Owen Wilson) to dwaj kumple, którzy od lat pracują razem sprzedając zegarki. Technika poszła jednak do przodu, komórki zastąpiły tradycyjne czasomierze i firma została zamknięta. Dwaj bezrobotni panowie "po czterdziestce" nie widzą dla siebie perspektyw, gdy nagle jeden z nich znajduje informację o letnim stażu w Google. A w zasadzie o rozmowie kwalifikacyjnej na staż... Nie mając nic do stracenia Billy i Nick postanawiają spróbować swoich sił i odpowiadają na ogłoszenie. Tak dostają się do świata, którego nie rozumieją, poznają i współpracują z ludźmi, którzy mogliby być ich dziećmi, a na dodatek czują się totalnie zagubieni! Nie trwa to jednak długo, bo mimo różnicy wieku i zainteresowań Billy i Nick wraz z Nehą, Stuartem, Yo-Yo i Lyle'm tworzą niesamowity zespół i odnajdują się w tym zagmatwanym świecie Google'a. Czy mając na pokładzie czwórkę zorientowanych w nowinkach technologicznych i postępach techniki dzieciaków oraz dwójkę "staruszków", którzy nie potrafią obsługiwać poczty e-mail można konkurować o zatrudnienie z grupami złożonymi z sześciu mózgów? Pewnie, że tak!

Zgodnie z oczekiwaniami film Stażyści okazał się świetną komedią! Było tu zawartych kilka dobrych rad na przyszłość i złote myśli głównych bohaterów oraz przesłanie głoszące "uwierz w siebie", "w grupie raźniej" i "zawsze jest czas by coś zmienić". Na szczęście było to tak sprawnie wplecione w fabułę, że przyjmowałam wszystko bez mrugnięcia okiem, jak część większej całości - bardzo zabawnej z resztą. Bo kto by się nie uśmiał widząc dwóch dorosłych facetów pośród tłumu studentów, do tego wszyscy siedzą w kolorowych czapeczkach z wiatraczkami! Billy i Nick wszystko robią na opak, używają porównań, których nikt nie rozumie, a do tego zupełnie nie rozumieją co się wokół nich dzieję. Oto najlepszy przykład: w ramach żartu koledzy z grupy kazali im poszukać profesora Charles'a Xavier'a, który rzekomo napisał kod do programu, w którym mieli znaleźć błąd. Dokładnie im go opisali i... nie spodziewali się, że "staruszkowie" wezmą to na serio i rzeczywiście znajdą kogoś kto odpowiadałby ich charakterystyce. W filmie jest cała masa zabawnych sytuacji, żarcików i nieporozumień. Oglądając Stażystów nie ma opcji żeby się nie zaśmiać lub chociaż raz nie złapać za głowę i krzyknąć: ja też tak chcę! Trzeba zobaczyć, żeby to poczuć!

Oprócz na prawdę świetnej fabuły i dobrego humoru film ma wiele innych atutów. Jednym z nich zdecydowanie jest obsada. Jak zwykle fantastyczny w rolach komediowych Owen Wilson i równie zabawny, dający się lubić Vince Vaughn stanowili przed kamerami świetny duet. Do tego młodzi, pełni energii oraz wdzięku Tiya Sircar, Josh Brener, Dylan O'Brien i Tobit Raphael, którzy tworzyli zgrany i pełen indywidualizmu zespół. Po prostu tej grupy nie dało się nie polubić! Stażysta powala również na kolana ścieżką dźwiękową. Może "powala na kolana" to niezbyt trafne określenie dla głośnej, wręcz imprezowej muzyki, ale w połączeniu z filmem daje niesamowitego kopa i wzmacnia przekaz. Jest kolejnym elementem, który daje odbiorcy pozytywną energię i wiele uśmiechu! Przy okazji trzeba też dodać, że film jest jedną wielką reklamą Google - nie pojawiają się w nim żadne inne produkty (no może oprócz wspominanego Instagrama i Facebooka), ale to sprawia, że jest bardziej "googlowaty".

Z całego serca polecam, bo Stażyści to bardzo zabawna i "na czasie" komedia. Zdecydowanie nie można się nudzić oglądając ten film! Czas ruszyć się do kin!


wtorek, 25 czerwca 2013

"Marina" - Carlos Ruiz Zafón

Tytuł: Marina
Tytuł oryginalny: Marina
Autor: Carlos Ruiz Zafón 
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 9/10 znakomita

Było to moje czwarte spotkanie z twórczością Zafóna. Na nowo zagłębiłam się w mroki XIX-wiecznej Barcelony, spacerowałam wąskimi, malowniczymi uliczkami i podziwiałam fasady niesamowitych budowli, kryjących w sobie niezliczone tajemnice. Znów zostałam oczarowana kwiecistym językiem i niepojętą wyobraźnią autora. Czy warto było wracać do tego świata? Oczywiście!


Óskar, uczący się w szkole z internatem gdzieś w Barcelonie, polega na swoim instynkcie i zawsze działa pod wpływem chwili. Tak było, gdy śledząc kota z dzwoneczkiem wszedł do pałacyku, który lata swojej świetności miał już dawno za sobą. Nie minęła chwila, a chłopak, ze złotym zegarkiem w ręku, wybiegał przez bramę... Potem, rzecz jasna, zegarek zwrócił, ale coś w jego życiu zmieniło się bezpowrotnie, a wszystko przez Marinę. Od tej pory każdą wolną chwilę chciał spędzać w jej towarzystwie. Razem spacerowali i odkrywali tajemnice Barcelony. Śledząc Damę w czerni, która co miesiąc odwiedzała bezimienny grób z wygrawerowanym na płycie czarnym motylem, natrafili na nierozwiązaną tajemnicę, której finał miał dopiero nadejść... Nie wiedzieli dokąd zajdą podążając za ledwie widocznymi wskazówkami, ale jedno było pewne - nie zamierzali odpuszczać! Nie zatrzymałaby ich nawet cała armia bezpańskich rąk i niczyich nóg. Jaką zagadkę skrywa przed światem Dama snująca się po cmentarzu? Co ukrywa Marina? Tego Óskar będzie musiał się dowiedzieć.

Po przeczytaniu tej książki muszę zgodzić się z Zafónem przynajmniej w jednej sprawie - "Marina przypuszczalnie jest najtrudniejszą do sklasyfikowania, najbardziej nieokreśloną ze wszystkich powieści, które dotychczas napisałem...". W powieści splatają się ze sobą wątki typowo kryminalne z czystą sensacją, elementami grozy i fantastyką. Nie da się w żaden sposób określić do jakiego gatunku ją zaliczyć, bo nie jest ani kryminałem, ani powieścią science-fiction w czystej formie. Skłoniłabym się nawet do stworzenia specjalnego określenia dla książek Zafóna. :) Nie jest to jednak dla Mariny ujmą - wręcz przeciwnie! Książka ma wspaniały i jedyny w swoim rodzaju klimat, który tworzą osnute mgłą uliczki Barcelony, tajemnica spędzająca sen z powiek, młodzieńcza miłość i fetor rozkładających się ciał.

Nie muszę chyba wspominać po raz kolejny o niesamowitym warsztacie literackim autora, który każde miejsce i każdą czynność jest w stanie opisać tak barwnie i pięknie, że dech zapiera. Trzeba się jednak skupić nie tylko na samym autorze i aurze otaczającej powieść, ale również wypada wspomnieć o bohaterach. Óskar i Marina, jak również wszyscy pozostali występujący w powieści ludzie, są przedstawieni z właściwą autorowi nutką tajemnicy. Każdy z nich jest jednak na tyle wyraźną osobowością, że zapamiętanie ich i zrozumienie nie stanowi trudu. Łatwo przychodzi nam identyfikowanie się z tą czy inną postacią, ale żadnej z nich nie poznamy do końca...

Marinę polecam z całego serca! Jest to powieść inna niż wszystkie, specyficzna i przepiękna. Dużo mówi o poświęceniu i dążeniu do celu, może nauczyć oddania. Należy jednak zwrócić uwagę na to, co często powtarzała Marina: "Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło." I z tą myślą możemy przystąpić do lektury tej tajemniczej i wciągającej powieści...


niedziela, 23 czerwca 2013

"Szeptem" - Becca Fitzpatric

Seria: Szeptem
Tytuł: Szeptem
Tytuł oryginalny: Hush, Hush
Autor: Becca Fitzpatric
Tłumaczenie: Paweł Łopatka
Ilość stron: 324
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 7/10 bardzo dobra

Jak już wzięłam się za czytanie to od razu z rozmachem! Dawno tak dobrze nie siedziało mi się z książką w ręku... Ale do rzeczy! Znawczynią paranormal romance nie jestem, ale z tych kilku powieści, które przeczytałam zdołałam stworzyć sobie pewien obraz gatunku. Muszę przyznać, że Szeptem nie tylko poszerzyło moje horyzonty w tym zakresie, ale również podziałało na wyobraźnie i emocje. Oczywiście autorce nie udało się całkowicie zerwać z pewnymi schematami, ale wtedy nie byłby to już ten sam rodzaj powieści. Ogólnie rzecz biorąc - pierwsza część serii zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i będę czekała na więcej!

W życiu Nory nic nie zapowiadało kolejnych poważnych zmian, bo przecież jak duży wpływ może mieć to, z kim siedzimy na biologii? (eh, biologia... - czy właśnie nie na tej lekcji Bella poznała Edwarda?) Jak się okazuje, bardzo duży. Vee, z którą do tej pory siedziała na wszystkich lekcjach powędrowała do tyłu, a na jej miejscu usiadł Patch. Niezwykle tajemniczy i oszałamiająco przystojny chłopak budził w dziewczynie całą masę sprzecznych emocji począwszy od paranoicznego strachu, na silnym pożądaniu kończąc. Najdziwniejsze było to, że wiedział o Norze wszystko, a ona o nim nic. Nikt nie wiedział o nim zupełnie nic.

Nic nie było wiadomo również o Elliocie i jego kumplu, Julesie. Tylko tyle, że nagle zaczęli pojawiać się w Coldwater i interesować Norą. Oczarowana nimi Vee namawiała przyjaciółkę na bliższą znajomość z chłopakami i stanowczo odradzała zadawanie się z Patchem, bo jej zdaniem to ON był przyczyną wszystkich dziwnych i niewyjaśnionych zdarzeń, które nagle zaczęły się dziać w życiu Nory.

Szalona przygoda na Archaniele była nie początkiem, a środkiem historii, która trwała od dawna, ale której finał jeszcze nie nadszedł. Tajemnica wciąż jest tajemnicą i tylko nieliczni o niej wiedzą. Jak powiedział Patch: „Pamiętaj, że człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy.” Nie da się cofnąć czasu, ale można próbować zmienić przyszłość. Walka trwa, a Nieśmiertelni i Upadli będą wciąż ją toczyć...

Moje wrażenia? Przyznaję, że bardzo dobrze bawiłam się czytając Szeptem.  Powieść, jak to paranormal romance, w moim odczuciu była lekka, przyjemna i odmóżdżająca, czyli idealna na jeden z pierwszych wieczorów lata. Co do fabuły nie mam żadnych zastrzeżeń - po tych wszystkich historiach z wampirami anioły, w jakiejkolwiek formie, to powiew świeżości. Mogę się tylko czepiać zachowań niektórych bohaterów, ale czego można się spodziewać po nastolatkach? Zupełnie wszystkiego, wiec w sumie nie było tak źle. Bohaterowie, których przedstawia nam autorka są warci uwagi - ktoś z pozoru stwarzający dobre wrażenie może okazać się najgorszą szują, więc nie ma co przyczepiać łatki na samym początku powieści. Narracja pierwszoosobowa skłania nas do patrzenia na świat oczami Nory, ale Becca Fitzpatric zrobiła z tego dobry użytek. Czasem narracja prowadzona przez główną bohaterkę dobija mnie, bo jest ona płytką blondynką myślącą tylko o tym co na siebie włożyć. Nora jest postacią wielobarwną, więc jej sposób patrzenia na świat i otaczające ją rzeczy jest dużo bardziej złożony. Jestem jednak trochę zawiedziona, bo miałam nadzieję, że wątek Upadłych będzie pojawiał się częściej... Ale nie wszystko można mieć od razu! Coś trzeba było zostawić na "potem".

Mniej więcej dwa lata temu postanowiłam, że przeczytam tą książkę, od pół roku stała na półce i dopiero teraz udało mi się do niej zajrzeć. W końcu! Jeśli jeszcze nie słyszeliście o Szeptem, to najwyższa pora to zmienić :)

sobota, 22 czerwca 2013

"Księżniczka z lodu" - Camilla Läckberg

Seria: Czarna Seria
Tytuł: Księżniczka z lodu
Tytuł oryginalny: Isprinsessan
Autor: Camilla Läckberg
Tłumaczenie: Inga Sawicka
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ocena: 8/10 znakomita


Od miesiąca tkwiłam w historii Łęckiej i Wokulskiego. Chociaż jest na prawdę ciekawa i zachwycająca nie potrafię się zmusić do ponownego otworzenia jej i czytania. W końcu przyszedł przełom w czytelniczej pustyni i sięgnęłam po Księżniczkę z lodu, którą dostałam z okazji Dnia Dziecka. I oto efekt - 424 strony w niecałe 36 godzin, a przecież w międzyczasie robiłam tyle różnych rzeczy...


Erica Falc niedawno straciła rodziców, jej siostra uwikłała się w patologiczne małżeństwo, a do tego wszystkiego jak grom z jasnego nieba spadła na nią wiadomość o śmierci Alex, z którą przyjaźniła się w dzieciństwie. W spokojnym nadmorskim miasteczku Fjällbacka takie rzeczy nie zdarzają się często, a zazwyczaj - wcale. Właśnie dlatego o niczym innym nie mówiło się w okolicy. Alex została znaleziona martwa we własnej wannie, ale od samego początku jej najbliżsi nie chcieli uwierzyć w to, że mogła popełnić samobójstwo. Erica, która jako dawna przyjaciółka i pisarka, została poproszona o napisanie wspomnień o Alex, zaangażowała się całym sercem w wyjaśnienie zagadki, która spędzała sen z powiek wielu mieszkańcom miasteczka. Wspólnie z policjantem i znajomym z lat młodzieńczych, Patrikiem Hedströmem, Erica próbuje odkryć jaki związek miała śmierć Alex z zaginięciem, które miało miejsce 25 lat wcześniej, co zniknęło z szafki w pokoju zamordowanej i jaką rolę w tej sprawie odgrywa Anders, miejscowy malarz - alkoholik.

Muszę przyznać, że książka byłą zdecydowanie rewelacyjna! Czytając Księżniczkę z lodu mogłam poznać nie tylko postaci stworzone przez autorkę, ale również malownicze miasteczko. Tym pierwszym należy się jednak zdecydowanie więcej uwagi - bohaterowie książki są jak prawdziwi. Mają swój indywidualny charakter, który poznajemy nie tylko dzięki bezpośredniemu opisowi, ale również zachowaniu, wypowiedziom i nawykom. Język jest łatwy i przyjemny. Samo wydanie również ułatwia czytanie - duża czcionka, lekka książka.

Czytając nie mogłam oprzeć się pokusie i wspólnie z Ericą i Patrikiem rozwiązywałam tę tajemniczą zagadkę. Miałam kilka spostrzeżeń, które okazały się słuszne, ale zdecydowanie pomyliłam się co do najważniejszej rzeczy w tej historii. Tak już bywa - może potrzeba mi trochę praktyki i zostanę detektywem? :) Teraz z niecierpliwością czekam na moment, w którym sięgnę po kolejną książkę pióra Camilli Läckberg. Polecam na prawdę bardzo, bardzo mocno wszystkim fanom kryminałów oraz tym, którzy jeszcze nie trafili na tą odpowiednią książkę, z którą mogliby zacząć przygodę z tym gatunkiem!

sobota, 1 czerwca 2013

"Wielki Gatsby" | Film

Tytuł: Wieki Gatsby
Tytuł oryginalny: Great Gatsby, The
Reżyseria: Baz Luhrmann
W rolach głównych: Leonardo DiCaprio, Tobey Maguire, Carey Mulligan, Joel Edgerton
Premiera: 1.05.2013 (świat), 17.05.2013 (Polska)
Produkcja: USA, Australia

W zeszłym tygodniu wybrałam się do kina ze znajomymi. Nie mieliśmy w planach żadnego konkretnego filmu, więc wybraliśmy to, o czym ostatnio było najgłośniej (czyli coś w stylu "chyba słyszałam, że jest dobry..." albo "mama mówiła, że czytała książkę..."). Takim sposobem natrafiliśmy na film pod tytułem Wielki Gatsby (swoją drogą - książkę muszę przeczytać!). Czy było warto? Jak najbardziej tak!

Akcja filmu rozgrywa się w szalonych latach 20. XX wieku. Tajemniczy milioner Gatsby (Leonardo DiCaprio), zamieszkujący w ogromnej posiadłości gdzieś w Nowym Jorku, co wieczór wyprawia przyjęcia, na które zjeżdża się pół miasta. Wszystkich tych ludzi przyciąga jego tajemnica. Są tacy, którzy twierdzą, że go znają, ale tak na prawdę nikt nie wie, kim jest Gatsby, niektórzy nawet przypuszczają, że na prawdę nie istnieje. Tajemniczy mężczyzna ma w tym swój cel. Wszystko zaczyna się układać kiedy w okolicę sprowadza się niedoszły pisarz Nick Carraway (Tobey Maguire). Dzięki jego pomocy Gatsby, teraz milioner, kiedyś biedny żołnierz, po 11 latach spotyka swoją wielką miłość, Daisy (Carey Mulligan). Kochanków rozdzieliły przed laty podziały społeczne, później Gatsby wyjechał w poszukiwaniu bogactwa, a Daisy wyszła za bogatego Toma Buchanana (Joel Edgerton). Teraz oboje próbują ponownie wzniecić w sobie dawne uczucie, ale na drodze staje im wiele przeszkód. Czy to uczucie w ogóle kiedykolwiek istniało? Czy historia Gatsby'ego to prawda czy jedno wielkie kłamstwo?

Po seansie obiecałam sobie, że nigdy więcej nie pójdę do kina na film, który nie jest ekranizacją znanej mi powieści lub filmem akcji. Dlaczego? Płakałam przez pół filmu - już tak mam, ze rozklejam się z byle powodu. Ten może nie był aż taki błahy, bo w Wielkim Gatsby'm było na prawdę wiele wzruszających momentów. Poza tym stroje oraz gra aktorska pierwszoplanowych bohaterów (i nie tylko) dopełniały się znakomicie. Całość składa się na wspaniałe dzieło, które zdecydowanie przekonuje mnie do przeczytania książki - podobno jeszcze lepszej! Serdecznie polecam :))


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...