środa, 27 listopada 2013

"W pierścieniu ognia" | Film

Tytuł: W pierścieniu ognia
Na podstawie: W pierścieniu ognia
W rolach głównych: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson
Reżyseria: Francis Lawrence
Polska premiera: 22 listopada 2013
Produkcja: USA

Maturka to nie przelewki, więc obecnie zamiast siedzieć w książkach przerabiam miliony zadanek z matmy. Jednak chwile luzu są równie ważne jak nauka, poza tym co za dużo to nie zdrowo. Właśnie dlatego, po dzisiejszej próbnej podstawowej maturze z matematyki poszliśmy do kina. Na co? Na ekranizację drugiej części Igrzysk śmierci

Film z reklamami trwał równe trzy godziny, ale siedząc na sali kinowej nie czułam upływu czasu. Oglądałam z zapartym tchem i łzami lejącymi się po policzkach. Przez większość seansu wycierałam oczy chusteczką i starałam się robić to na tyle szybko, żeby nie umknęły mi kolejne sceny. Wiadomo - adaptacja jak to adaptacja - nigdy nie będzie tak dobra jak książka. Zabrakło tu kilku dość istotnych szczegółów, parę wątków pominięto, niektóre zostały ubarwione lub lekko zmienione, ale ogólne wrażenie pozostaje na prawdę znakomite.

Katniss i Peeta jako zwycięzcy 74. Igrzysk odbywają tournee po pozostałych dystryktach. Nie jest to jednak zwykła prezentacja pozostałych przy życiu trybutów - ich decyzja o wspólnym zakończeniu rywalizacji na arenie przez zażycie trujących jagód odbiła się szerokim echem po Panem i została odebrana jako sprzeciw wobec władzy. Katniss, kosogłos, stała się symbolem buntu i rewolucji. Ludzie w całym kraju zaczęli protestować. Młodzi, zamiast łagodzić nastroje pojawiając się w dystryktach nieświadomie prowokowali mieszkańców do działania, do walki. Jedyną opcją na wyeliminowanie tych groźnych dla systemu jednostek, bez wzbudzania podejrzeń, było zmienienie zasad 75. Głodowych Igrzysk. Trybuci mieli zostać wylosowani z żyjących zwycięzców pochodzących z danych dystryktów. Dla Katniss był to wyrok - w "12" nigdy wcześniej nie było zwyciężczyni. Ona i Peeta ponownie trafiają na Arenę, gdzie zmierzą się z wyszkolonymi zabójcami - triumfatorami poprzednich edycji Igrzysk. Jak tym razem zakończy się rywalizacja na śmierć i życie?

Ogromne wrażenie, po raz kolejny, zrobiła na mnie charakteryzacja, za równo głównych bohaterów jak i tych mniej istotnych i rzadziej pojawiających się na ekranie. Zachwycała oczywiście suknia Katniss, w wersji ślubnej i "rebelianckiej", jak i kostium Effie z motyli. Ponadto dystrykt 1. - Kapitol, który sam w sobie był interesujący, dziwny i niesamowity. Również arena 75. Głodowych Igrzysk była niezwykła. Tym razem organizatorzy odeszli od walki człowieka z naturą a skupili się na logicznym myśleniu i wykorzystywaniu swoich umiejętności w pojedynku z technologią. Oprócz samego zamysłu, który został stworzony przez Suzanne Collins, autorkę książek, podziw wzbudzało wykonanie, dużo lepiej niż w pierwszej części dopracowane efekty specjalne oraz krajobraz, w którym rozgrywa się akcja.

Co mnie razi... Może to tylko moje zdanie, ale uważam, że mimo wspaniałej gry aktorskiej i osobistego uroku obojga głównych aktorów nie pasują oni do ról, które odgrywają. Każde z osobna - jak najbardziej, ale razem burzą mój obraz TEJ pary, którą stworzyła pani Collins. W książce Peeta był postawnym i przystojnym mężczyzną. Nie chcę odejmować mu żadnej z tych cech, ale Hutcherson wygląda na niższego od Lawrence, która z resztą nie wygląda jak szesnastolatka. Ale to drobny szczegół, na który przestałam zwracać uwagę już po chwili. Drugim minusem, zabiegiem, który staram się zrozumieć, jest rozbuchanie uczucia Katniss do Gale'a. Wiem, że Liam Hemsworth jest na prawdę przystojny i musiał pojawić się w filmie, zostać jakoś zaakcentowany, ale według powieści postać grana przez niego była dla Katniss "tylko" przyjacielem. Nawet jeśli darzyła go takim uczuciem jak on ją, to nie dawała tego po sobie poznać. Była twardą introwertyczką.

Miało być krótko, a wyszło jak zwykle : )
No cóż, pewnie i tak nie napisałam wszystkiego co przewinęło mi się przez myśl, ale uważam, że tyle starczy. Nie będę uchylać bardziej rąbka tajemnicy. Jeśli ktoś czytał, to wie co się wydarzy, a jeśli nie - nie będę zdradzać sekretu. Polecam bardzo!!!

środa, 23 października 2013

"Pozdrowienia z Rosji" - Ian Fleming

Seria: James Bond
Tytuł: Pozdrowienia z Rosji
Tytuł oryginalny: From Russia with Love
Autor: Ian Fleming
Tłumaczenie: Robert Stiller
Ilość stron: 271
Wydawnictwo: Rzeczypospolita
Ocena: 6/10 dobra

Za mną kolejna część przygód Jamesa Bonda! Piąta w kolejności wydania, trzecia przeczytana, bo nigdzie nie mogłam dostać dwóch poprzednich: Moonraker i Diamenty są wieczne. Jeszcze kiedyś nadrobię te zaległości.

Co ogólnie powiedzieć można o tej książce? Tyle, że na tle innych z Bondowskiej serii i sensacyjnych w ogóle nie wyróżnia się niczym specjalnym, ale też od nich nie odstaje. Jest po prostu dobra. Na równym poziomie, z szeroką gamą bohaterów, którzy trzymają się sztywnych i typowych dla tej serii ram i wyznaczonych im ról, ze sporą dawką intrygi, która dla czytelnika jest oczywista, ale dla głównego bohatera już niekoniecznie i z typowym dla Fleminga poczuciem humoru.

Bond. James Bond. Potocznie nazywany 007. Tajny agent Secret Service z licencją na zabijanie. Dlaczego więc został posłany do Istambułu po odbiór Radzieckiego, co prawda bardzo cennego dla Anglików, urządzenia szyfrującego? Co skłoniło M do wysłania właśnie tego agenta na taką, wydawało by się, błahą misję? Odpowiedzią jest Tatiana Romanowa. Agentka Radzieckich służb specjalnych, która utrzymuje, że po przejrzeniu akt i zdjęć zakochała się w Bondzie i tylko jemu przekaże to urządzenie. Tylko z nim będzie bezpieczna i będąc u jego boku zdecyduje się na ucieczkę do Anglii. Ile w tym prawdy, a ile drobiazgowo przemyślanego planu Smierszu? Czy Tatiana jest przynętą, katem, a może - tak jak Bond - ofiarą spisku najbardziej zakonspirowanych agentów Radzieckich?

Na pewno nie była to wymagająca lektura. Pozdrowienia z Rosji czytało się szybko, ze znikomym udziałem mózgu. Bohaterowie nie wyłamywali się z kanonu typowych postaci Bondowskich, tak więc mieliśmy oszałamiającą piękność Tatianę Romanową, wspólnika Bonda Darko Kerima i całą masę Radzieckich agentów, spiskowców, ważniaków i innych oprychów, którzy tylko czekali w ukryciu na ruch 007.

Nie obeszło się też bez porównań do filmu, który moim zdaniem utrzymuje się na podobnym poziomie co książka (czyli niczym się nie wyróżnia, ale z wielu względów przyjemnie się ogląda).

No i tak dochodzimy do końca recenzji, którą z racji nawiązania do adaptacji podsumuję niedawną wypowiedzią kolegi z ławki: jakim cudem z tak przeciętnej, albo nawet kiepskiej książki zrobili film, który wszyscy uwielbiają? Książka "aż tak" kiepska nie była, ale nie wiem czy pracując w branży filmowej podjęłabym się stworzenia adaptacji Bonda po Pozdrowieniach z Rosji. Niemniej jednak polecam fanom Agenta 007. Jest to typowa powieść o losach Jamesa Bonda, która wyszła spod pióra Iana Fleminga.

piątek, 5 lipca 2013

W PODRÓŻY...

Minęła północ, co oznacza, że zaraz dojadę do Laskowic Pomorskich, a potem dalej, aż do Jeleniej Góry. Zaczyna się moja wakacyjna podróż, z której wrócę pod koniec lipca. Jednak będzie to tylko krótki przystanek w wakacyjnych wyjazdach i nie wiem, czy w tym niedługim okresie czasu zdążę podsumować moje czytelnicze dokonania z tej części lata. Prawdopodobnie pojawię się tu z powrotem dopiero w połowie sierpnia bogatsza o nowe literackie uniesienia. :) 


Zatem pozdrawiam Was wszystkich wyruszając w góry! Życzę miłych wieczorów z książką przy zachodach słońca oraz miłych chwil z literaturą w blasku dnia i przy świetle księżyca. 


czwartek, 4 lipca 2013

"Kaznodzieja" - Camilla Läckberg

Seria: Czarna Seria
Tytuł: Kaznodzieja
Tytuł oryginalny: Predikanten
Autor: Camilla Läckberg
Ilość stron: 428
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ocena: 7/10

Po krótkim rozstaniu znów miałam przyjemność zagłębić się w lekturze kryminału Camilli Läckberg. Kaznodzieja okazał się kolejną na prawdę świetną książką! Do samego końca nie byłam pewna rozwiązania zagadki, którą próbowała rozwikłać policja z Fjällbacki.

W Wąwozie Królewskim zostaje znalezione nagie i potwornie okaleczone ciało niezidentyfikowanej kobiety. Jakby tego mało przy jej zwłokach znajdują się dwa szkielety, które musiały zostać przetransportowane z innego miejsca. Kto i po co zadał sobie tyle trudu? Policja próbując odnaleźć sprawcę odgrzebuje sprawę sprzed lat, która może mieć związek z ostatnimi wydarzeniami. Śladów jest mało, a pytań coraz więcej. Zaczyna się wyścig z czasem, gdy zaniepokojeni rodzice zgłaszają zaginięcie siedemnastoletniej córki... Prowadzący śledztwo Patrik Hedström musi zmierzyć się nie tylko z nakładem pracy, naciskami okolicznych biznesmenów i niechęcią świadków ale również humorami Ericki, która jest w zaawansowanej ciąży. Jak poradzi sobie w tej sytuacji i jak szybko uda mu się, razem z całą załogą komisariatu w Fjällbace, rozwiązać zagadkę?

Kaznodzieja okazał się zadowalającą kontynuacją Księżniczki z lodu. Nienarzucające się odniesienia do poprzedniej części pozwalają również na czytanie tej książki jak osobnej całości, ale znajomość pierwszego kryminału Camilli Läckberg pozwala na lepsze rozeznanie się w sytuacji osobistej głównych bohaterów. Tym razem nie byłam jednak tak oczarowana jak poprzednio, bo znałam, co prawda pobieżnie, schemat rozwiązania zagadki. Nie mam jednak autorce ani jej dziełu nic do zarzucenia! Ciekawe postaci, równie wciągająca akcja i nieprzewidywalność to cechy, które doskonale opisuję Kaznodzieję! Muszę też przyznać, że bardzo przypadł mi do gustu zabieg stosowany w kryminałach pani Läckberg - uzupełnianie powieści o wspomnienia lub rozważania sprawcy lub ofiary zbrodni.

Podsumowując - było to kolejne, bardzo miłe spotkanie z literaturą szwedzką, którego przedstawicielką jest Camilla Läckberg. Polecam bardzo mocno wszystkim czytelnikom lubującym się w kryminałach i trudnych do rozgryzienia zagadkach! :)

wtorek, 2 lipca 2013

"Trucicielka i inne opowiadania" - Eric-Emmanuel Schmitt

Tytuł: Trucicielka i inne opowiadania
Tytuł oryginalny: Concerto a la memoire d'un ange
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Ilość stron: 245
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 7/10 bardzo dobra

Opowiadania Schmitta znów zrobiły na mnie wrażenie. Oprócz samej treści zachwycam się również wydaniem - przepiękna okładka i na prawdę przyjemna dla oczu, ułatwiająca czytanie czcionka. Książka lekka, ale tylko objętościowo, bo tak całkiem "lekko" się jej nie czyta. Zmusza do refleksji i pobudzenia wyobraźni - prawdziwa uczta dla duszy! 


Trucicielka i inne opowiadania to zbiór czterech opowiadań i fragmenty dziennika autora, które zostały napisane podczas pracy nad książką. 

Czy stara kobieta na prawdę zabiła trzech swoich mężów i kochanka? Przez lata upierała się, że nie była winna ich śmierci, ale gdy w parafii pojawia się nowy, młody proboszcz postanawia wyznać mu na spowiedzi wszystkie swoje grzechy. Tylko czy zbrodnie, o których mówi Marie, są prawdziwe, czy może to tylko próba zdobycia kolejnego widza?

Co musi przeżywać ojciec, który z dala od lądu dowiaduje się o śmierci córki? Greg, któremu kapitan przekazał taką właśnie wiadomość, zamiast opłakiwać zmarłe dziecko zastanawia się, której z czterech córek nie zobaczy już więcej. Odkrywa przy okazji, że tak na prawdę nie zna żadnej z nich... 

Czy świadomość, że doprowadziło się do czyjejś śmierci może zmienić człowieka? Czy człowiek, który przeżyje tragiczny wypadek pozostanie takim, jakim był wcześniej? Axel i Chris to młodzi, nieźle zapowiadający się muzycy, których rywalizacja zmieniła na zawsze. Po latach odkrywają siebie na nowo, by utwierdzić się w przekonaniu, że nic nie jest takie, jakim to sobie wyobrażaliśmy.

Dlaczego dwoje ludzi żyje ze sobą przez tak wiele lat pomimo ciągłych zdrad, niedopowiedzeń i braku zaufania? Catherine pewnego dnia odkrywa, że z beztroskiej dziewczyny stała się poważną pierwszą damą, stwierdza też z całą pewnością, że już nie kocha swojego męża i to od bardzo dawna. Jakim więc uczuciem go darzy?

Bohaterów tych czterech opowiadań łączy jedna rzecz - obsesja. Paranoja na punkcie, rodziny, sławy i miłości. Każdy z nich doprowadzony jest do obłędu przez jedną myśl, jedną niemalże nieistotną rzecz, która na zawsze odciska piętno w człowieku. Mechanizm obsesji zostaje tu przedstawiony takim, jakim jest - zatruwa umysł i mąci myśli. W dzienniczku autora, który znajduje się na końcu, możemy poznać zdanie Schmitta na kilka kwestii poruszonych w Trucicielce... Przede wszystkim twierdzi on, że człowiek się nie zmienia, tylko jego czyny mogą być mniej lub bardziej dobre albo złe. Ja sama znalazłam tu kilka odpowiedzi na nigdy nie zadane pytania, które bardzo chciałam poznać.

Opowiadania czyta się szybko, nie są długie, ale zawierają w sobie wszystko to, co mieć powinny. Nie czuję niedosytu po przeczytaniu tej książki. Wręcz przeciwnie - jestem jakby bogatsza o nowe spostrzeżenia i zdecydowanie zachwycona opowieściami, które snuły się na kolejnych stronach Trucicielki... . Polecam na prawdę mocno! :)

poniedziałek, 1 lipca 2013

WAKACYJNY STOSIK

Jaki wspaniały początek lipca! Moje wakacje trwają trzy dni, a już czuję, że będą naprawdę wspaniałe! Dlaczego? Bo... Mam dziewięć nowych książek, które w sumie nie kosztowały mnie nawet 100 złotych! I to książek, które po pierwsze: od dawna chciałam przeczytać, po drugie: są lekkie i idealnie zmieszczą się do plecaka! Nic wspanialszego nie mogło mi się zdarzyć :)

OD GÓRY:
Niedokończone opowieści, J. R. R. Tolkien (wydanie kieszonkowe)
Niedokończone przez autora Władcy Pierścieni opowieści, zebrane i opracowane przez Christophera Tolkiena. Kilkanaście historii o świecie Númenoru i Śródziemia Pierwszej Drugiej i Trzeciej Ery czasów gdy rozgrywają się wydarzenia opisane we Władcy Pierścieni, Silmarillionie i Dzieciach Húrina . Opowieści o Tuorze, historia Galadreli i Keleborna, poszukiwania Pierścienia te i inne Niedokończone opowieści dają odpowiedź na pytania zadawane przez wszystkich zafascynowanych siłą i rozmachem wyobraźni Mistrza Śródziemia.

Trucicielka i inne opowiadania, Eric-Emmanuel Schmitt (zbiór opowiadań)
W swoim najnowszym zbiorze opowiadań Schmitt odkrywa prawdziwą potęgę uczuć. Ich moc. Jego bohaterowie ukrywają zbrodnie, brak im cierpliwości, jedynie w sytuacji kryzysowej przypominają sobie o tym, co jest dla nich najważniejsze. Na ich przykładzie Schmitt uczy nas czegoś ważnego - że nigdy nie jest za późno na zmianę, nawet jeśli nie zawsze dane nam będzie szczęśliwe zakończenie.

Dracula, Bram Stoker
"Dracula" to ponadczasowa historia najsłynniejszego wampira w dziejach literatury światowej. Stworzona przez Brama Stokera postać demonicznego transylwańskiego księcia Vlada Draculi, który żywiąc się ludzką krwią zachowuje wieczne życie, oraz emanujący z kart książki nastrój grozy i niesamowitość sprawiają, że od wielu pokoleń powieść zdobywa coraz to nowych czytelników.

Kaznodzieja, Camilla Läckberg
Kaznodzieja to pełna niespodzianek powieść kryminalna, która umiejętnie splata wątki z przeszłości z teraźniejszością.

Pewnego letniego ranka mały chłopiec w czasie zabawy w wąwozie leżącym nieopodal Fjällbacka odnajduje nagie zwłoki młodej dziewczyny. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede stają przed bardzo skomplikowaną zagadką. Okazuje się bowiem, że pod ciałem dziewczyny leżą szkielety dwóch innych kobiet, które zaginęły pod koniec lat 70-tych...

Stara Baśń, Józef Ignacy Kraszewski (z opracowaniem)
Powieść, najsłynniejsza Kraszewskiego, przenosi nas w czasy dawnej Słowiańszczyzny. Historia miłosna jest ukazana na tle walk plemiennych. Popiel, jego zła żona, myszy...

PO PRAWEJ
Coś, co wprawiło mnie w największy zachwyt! Miłośnicy Jamesa Bonda w wydaniu Iana Fleminga - jeśli niedaleko Wam do Gdańska to czym prędzej przybywajcie na plażę! Nie dlatego, że fale rozbijają się o brzeg, a piasek grzeje stopy. Tylko właśnie dlatego, że przy głównym wejściu na plażę w Jelitkowie stoi biały namiot z książkami, a tam... Można dostać kilka książek o agencie 007, których prożno szukać obecnie w księgarniach!!!

Pozdrowienia z Rosji, Ian Fleming
- Imię: James. Wzrost: 183 cm. Waga: 76 kg. Budowa szczupła. Oczy niebieskie. Włosy czarne. Blizna na prawym policzku i na lewym ramieniu. Ślady po chirurgii plastycznej na grzbiecie prawej dłoni. Wszechstronny sportowiec. Nie używa przebrań. Języki obce: francuski i niemiecki. Dużo pali (specjalne papierosy z trzema złotymi paskami). Nałogi: pije, ale nie w nadmiarze, kobiety. Każde liczące się państwo ma akta Jamesa Bonda, brytyjskiego tajnego agenta. Śmiertelnie niebezpieczna rosyjska organizacja Smiersz postanowiła go wyeliminować ? przynętą jest Tatiana Romanowa. Jej zadaniem jest zwabić Bonda do Stambułu i tam go uwieść, podczas gdy jej zwierzchnicy zajmą się resztą. Kiedy Bond wpada w pułapkę, rozpoczyna się gra, w której 007 jest zarówno stawką, jak i nagrodą.

Operacja Piorun, Ian Fleming
Kiedy na Bahamach zjawia się przystojny Anglik, miejscowi widzą w nim tylko kolejnego cudzoziemca z portfelem wypchanym pieniędzmi, które szybko straci w kasynach. Ale James Bond nie myśli o pieniądzach – ma mniej niż tydzień, żeby odnaleźć dwie skradzione bomby atomowe, ukryte gdzieś w rafie koralowej. Udając zamożnego podrywacza, spotyka Domino, zmysłową zabawkę tajemniczego poszukiwacza skarbów Emilia Larga. Piękna Domino to jedyna szansa Bonda, żeby poznać kulisy tajemniczych poczynać Larga...

Szpieg, który mnie kochał, Ian Fleming
Vivienne Michel ma kłopoty. Próbując uciec od swojej skomplikowanej przeszłości, znalazła się w środku amerykańskich ostępów. Motel "Pod sennymi sosnami" jest bardzo daleko od cywilizowanego świata, w którym się wychowała. Dziewczyna jest także celem dwóch zdemoralizowanych morderców - perwersyjnego Sola Horrora i nieubłaganego Spluwaka Moranta. Kiedy niespodziewanie w motelu pojawia się charyzmatyczny Anglik, Vivienne z miejsca traci dla niego głowę. Aby jednak nie straciła jej naprawdę Bond musi ocalić ja przed śmiertelnym niebezpieczeństwem.

Tylko dla Twoich oczu, Ian Fleming (zbiór opowiadań)
Zaskakujące wypadki i piękne dziewczyny, które nie są tym, kim się wydają, to chleb powszedni w życiu Jamesa Bonda. A kiedy 007 wkracza do akcji, jednego można być stuprocentowo pewnym: będzie się dużo działo. Bez względu na to, czy Bond ma do czynienia z zabójstwem kubańskiego bandyty w Ameryce, czy pracuje nad rozbiciem międzynarodowego gangu heroinowego, zawsze doprowadza sprawę do końca – oczywiście z właściwą sobie elegancją.

opisy pochodzą ze strony lubimyczytac.pl

czwartek, 27 czerwca 2013

"Stażyści" | Film

Tytuł: Stażyści
Tytuł oryginalny: Intership, The
Reżyseria: Shawn Levy
W rolach głównych: Vince Vaughn, Owen Wilson
Premiera: 5.06.2013 (świat), 21.06.2013 (Polska)
Produkcja: USA

W ramach ostatnich dni roku szkolnego postanowiliśmy wybrać się do kina, zanim wszyscy rozjadą się na wakacje. Czemu padło na Stażystów? Ktoś oglądał zwiastun, jeszcze ktoś inny czytał opis fabuły... Do tego wszystkiego profil klasy przecież również zobowiązuje i, jak przystało na rasowych uczniów mat-fiz-infu, poszliśmy na film o Google. Przyznaję - dawno tak głośno się nie śmiałam w kinie!

Billy (Vince Vaughn) i Nick (Owen Wilson) to dwaj kumple, którzy od lat pracują razem sprzedając zegarki. Technika poszła jednak do przodu, komórki zastąpiły tradycyjne czasomierze i firma została zamknięta. Dwaj bezrobotni panowie "po czterdziestce" nie widzą dla siebie perspektyw, gdy nagle jeden z nich znajduje informację o letnim stażu w Google. A w zasadzie o rozmowie kwalifikacyjnej na staż... Nie mając nic do stracenia Billy i Nick postanawiają spróbować swoich sił i odpowiadają na ogłoszenie. Tak dostają się do świata, którego nie rozumieją, poznają i współpracują z ludźmi, którzy mogliby być ich dziećmi, a na dodatek czują się totalnie zagubieni! Nie trwa to jednak długo, bo mimo różnicy wieku i zainteresowań Billy i Nick wraz z Nehą, Stuartem, Yo-Yo i Lyle'm tworzą niesamowity zespół i odnajdują się w tym zagmatwanym świecie Google'a. Czy mając na pokładzie czwórkę zorientowanych w nowinkach technologicznych i postępach techniki dzieciaków oraz dwójkę "staruszków", którzy nie potrafią obsługiwać poczty e-mail można konkurować o zatrudnienie z grupami złożonymi z sześciu mózgów? Pewnie, że tak!

Zgodnie z oczekiwaniami film Stażyści okazał się świetną komedią! Było tu zawartych kilka dobrych rad na przyszłość i złote myśli głównych bohaterów oraz przesłanie głoszące "uwierz w siebie", "w grupie raźniej" i "zawsze jest czas by coś zmienić". Na szczęście było to tak sprawnie wplecione w fabułę, że przyjmowałam wszystko bez mrugnięcia okiem, jak część większej całości - bardzo zabawnej z resztą. Bo kto by się nie uśmiał widząc dwóch dorosłych facetów pośród tłumu studentów, do tego wszyscy siedzą w kolorowych czapeczkach z wiatraczkami! Billy i Nick wszystko robią na opak, używają porównań, których nikt nie rozumie, a do tego zupełnie nie rozumieją co się wokół nich dzieję. Oto najlepszy przykład: w ramach żartu koledzy z grupy kazali im poszukać profesora Charles'a Xavier'a, który rzekomo napisał kod do programu, w którym mieli znaleźć błąd. Dokładnie im go opisali i... nie spodziewali się, że "staruszkowie" wezmą to na serio i rzeczywiście znajdą kogoś kto odpowiadałby ich charakterystyce. W filmie jest cała masa zabawnych sytuacji, żarcików i nieporozumień. Oglądając Stażystów nie ma opcji żeby się nie zaśmiać lub chociaż raz nie złapać za głowę i krzyknąć: ja też tak chcę! Trzeba zobaczyć, żeby to poczuć!

Oprócz na prawdę świetnej fabuły i dobrego humoru film ma wiele innych atutów. Jednym z nich zdecydowanie jest obsada. Jak zwykle fantastyczny w rolach komediowych Owen Wilson i równie zabawny, dający się lubić Vince Vaughn stanowili przed kamerami świetny duet. Do tego młodzi, pełni energii oraz wdzięku Tiya Sircar, Josh Brener, Dylan O'Brien i Tobit Raphael, którzy tworzyli zgrany i pełen indywidualizmu zespół. Po prostu tej grupy nie dało się nie polubić! Stażysta powala również na kolana ścieżką dźwiękową. Może "powala na kolana" to niezbyt trafne określenie dla głośnej, wręcz imprezowej muzyki, ale w połączeniu z filmem daje niesamowitego kopa i wzmacnia przekaz. Jest kolejnym elementem, który daje odbiorcy pozytywną energię i wiele uśmiechu! Przy okazji trzeba też dodać, że film jest jedną wielką reklamą Google - nie pojawiają się w nim żadne inne produkty (no może oprócz wspominanego Instagrama i Facebooka), ale to sprawia, że jest bardziej "googlowaty".

Z całego serca polecam, bo Stażyści to bardzo zabawna i "na czasie" komedia. Zdecydowanie nie można się nudzić oglądając ten film! Czas ruszyć się do kin!


wtorek, 25 czerwca 2013

"Marina" - Carlos Ruiz Zafón

Tytuł: Marina
Tytuł oryginalny: Marina
Autor: Carlos Ruiz Zafón 
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 9/10 znakomita

Było to moje czwarte spotkanie z twórczością Zafóna. Na nowo zagłębiłam się w mroki XIX-wiecznej Barcelony, spacerowałam wąskimi, malowniczymi uliczkami i podziwiałam fasady niesamowitych budowli, kryjących w sobie niezliczone tajemnice. Znów zostałam oczarowana kwiecistym językiem i niepojętą wyobraźnią autora. Czy warto było wracać do tego świata? Oczywiście!


Óskar, uczący się w szkole z internatem gdzieś w Barcelonie, polega na swoim instynkcie i zawsze działa pod wpływem chwili. Tak było, gdy śledząc kota z dzwoneczkiem wszedł do pałacyku, który lata swojej świetności miał już dawno za sobą. Nie minęła chwila, a chłopak, ze złotym zegarkiem w ręku, wybiegał przez bramę... Potem, rzecz jasna, zegarek zwrócił, ale coś w jego życiu zmieniło się bezpowrotnie, a wszystko przez Marinę. Od tej pory każdą wolną chwilę chciał spędzać w jej towarzystwie. Razem spacerowali i odkrywali tajemnice Barcelony. Śledząc Damę w czerni, która co miesiąc odwiedzała bezimienny grób z wygrawerowanym na płycie czarnym motylem, natrafili na nierozwiązaną tajemnicę, której finał miał dopiero nadejść... Nie wiedzieli dokąd zajdą podążając za ledwie widocznymi wskazówkami, ale jedno było pewne - nie zamierzali odpuszczać! Nie zatrzymałaby ich nawet cała armia bezpańskich rąk i niczyich nóg. Jaką zagadkę skrywa przed światem Dama snująca się po cmentarzu? Co ukrywa Marina? Tego Óskar będzie musiał się dowiedzieć.

Po przeczytaniu tej książki muszę zgodzić się z Zafónem przynajmniej w jednej sprawie - "Marina przypuszczalnie jest najtrudniejszą do sklasyfikowania, najbardziej nieokreśloną ze wszystkich powieści, które dotychczas napisałem...". W powieści splatają się ze sobą wątki typowo kryminalne z czystą sensacją, elementami grozy i fantastyką. Nie da się w żaden sposób określić do jakiego gatunku ją zaliczyć, bo nie jest ani kryminałem, ani powieścią science-fiction w czystej formie. Skłoniłabym się nawet do stworzenia specjalnego określenia dla książek Zafóna. :) Nie jest to jednak dla Mariny ujmą - wręcz przeciwnie! Książka ma wspaniały i jedyny w swoim rodzaju klimat, który tworzą osnute mgłą uliczki Barcelony, tajemnica spędzająca sen z powiek, młodzieńcza miłość i fetor rozkładających się ciał.

Nie muszę chyba wspominać po raz kolejny o niesamowitym warsztacie literackim autora, który każde miejsce i każdą czynność jest w stanie opisać tak barwnie i pięknie, że dech zapiera. Trzeba się jednak skupić nie tylko na samym autorze i aurze otaczającej powieść, ale również wypada wspomnieć o bohaterach. Óskar i Marina, jak również wszyscy pozostali występujący w powieści ludzie, są przedstawieni z właściwą autorowi nutką tajemnicy. Każdy z nich jest jednak na tyle wyraźną osobowością, że zapamiętanie ich i zrozumienie nie stanowi trudu. Łatwo przychodzi nam identyfikowanie się z tą czy inną postacią, ale żadnej z nich nie poznamy do końca...

Marinę polecam z całego serca! Jest to powieść inna niż wszystkie, specyficzna i przepiękna. Dużo mówi o poświęceniu i dążeniu do celu, może nauczyć oddania. Należy jednak zwrócić uwagę na to, co często powtarzała Marina: "Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło." I z tą myślą możemy przystąpić do lektury tej tajemniczej i wciągającej powieści...


niedziela, 23 czerwca 2013

"Szeptem" - Becca Fitzpatric

Seria: Szeptem
Tytuł: Szeptem
Tytuł oryginalny: Hush, Hush
Autor: Becca Fitzpatric
Tłumaczenie: Paweł Łopatka
Ilość stron: 324
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 7/10 bardzo dobra

Jak już wzięłam się za czytanie to od razu z rozmachem! Dawno tak dobrze nie siedziało mi się z książką w ręku... Ale do rzeczy! Znawczynią paranormal romance nie jestem, ale z tych kilku powieści, które przeczytałam zdołałam stworzyć sobie pewien obraz gatunku. Muszę przyznać, że Szeptem nie tylko poszerzyło moje horyzonty w tym zakresie, ale również podziałało na wyobraźnie i emocje. Oczywiście autorce nie udało się całkowicie zerwać z pewnymi schematami, ale wtedy nie byłby to już ten sam rodzaj powieści. Ogólnie rzecz biorąc - pierwsza część serii zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i będę czekała na więcej!

W życiu Nory nic nie zapowiadało kolejnych poważnych zmian, bo przecież jak duży wpływ może mieć to, z kim siedzimy na biologii? (eh, biologia... - czy właśnie nie na tej lekcji Bella poznała Edwarda?) Jak się okazuje, bardzo duży. Vee, z którą do tej pory siedziała na wszystkich lekcjach powędrowała do tyłu, a na jej miejscu usiadł Patch. Niezwykle tajemniczy i oszałamiająco przystojny chłopak budził w dziewczynie całą masę sprzecznych emocji począwszy od paranoicznego strachu, na silnym pożądaniu kończąc. Najdziwniejsze było to, że wiedział o Norze wszystko, a ona o nim nic. Nikt nie wiedział o nim zupełnie nic.

Nic nie było wiadomo również o Elliocie i jego kumplu, Julesie. Tylko tyle, że nagle zaczęli pojawiać się w Coldwater i interesować Norą. Oczarowana nimi Vee namawiała przyjaciółkę na bliższą znajomość z chłopakami i stanowczo odradzała zadawanie się z Patchem, bo jej zdaniem to ON był przyczyną wszystkich dziwnych i niewyjaśnionych zdarzeń, które nagle zaczęły się dziać w życiu Nory.

Szalona przygoda na Archaniele była nie początkiem, a środkiem historii, która trwała od dawna, ale której finał jeszcze nie nadszedł. Tajemnica wciąż jest tajemnicą i tylko nieliczni o niej wiedzą. Jak powiedział Patch: „Pamiętaj, że człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy.” Nie da się cofnąć czasu, ale można próbować zmienić przyszłość. Walka trwa, a Nieśmiertelni i Upadli będą wciąż ją toczyć...

Moje wrażenia? Przyznaję, że bardzo dobrze bawiłam się czytając Szeptem.  Powieść, jak to paranormal romance, w moim odczuciu była lekka, przyjemna i odmóżdżająca, czyli idealna na jeden z pierwszych wieczorów lata. Co do fabuły nie mam żadnych zastrzeżeń - po tych wszystkich historiach z wampirami anioły, w jakiejkolwiek formie, to powiew świeżości. Mogę się tylko czepiać zachowań niektórych bohaterów, ale czego można się spodziewać po nastolatkach? Zupełnie wszystkiego, wiec w sumie nie było tak źle. Bohaterowie, których przedstawia nam autorka są warci uwagi - ktoś z pozoru stwarzający dobre wrażenie może okazać się najgorszą szują, więc nie ma co przyczepiać łatki na samym początku powieści. Narracja pierwszoosobowa skłania nas do patrzenia na świat oczami Nory, ale Becca Fitzpatric zrobiła z tego dobry użytek. Czasem narracja prowadzona przez główną bohaterkę dobija mnie, bo jest ona płytką blondynką myślącą tylko o tym co na siebie włożyć. Nora jest postacią wielobarwną, więc jej sposób patrzenia na świat i otaczające ją rzeczy jest dużo bardziej złożony. Jestem jednak trochę zawiedziona, bo miałam nadzieję, że wątek Upadłych będzie pojawiał się częściej... Ale nie wszystko można mieć od razu! Coś trzeba było zostawić na "potem".

Mniej więcej dwa lata temu postanowiłam, że przeczytam tą książkę, od pół roku stała na półce i dopiero teraz udało mi się do niej zajrzeć. W końcu! Jeśli jeszcze nie słyszeliście o Szeptem, to najwyższa pora to zmienić :)

sobota, 22 czerwca 2013

"Księżniczka z lodu" - Camilla Läckberg

Seria: Czarna Seria
Tytuł: Księżniczka z lodu
Tytuł oryginalny: Isprinsessan
Autor: Camilla Läckberg
Tłumaczenie: Inga Sawicka
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ocena: 8/10 znakomita


Od miesiąca tkwiłam w historii Łęckiej i Wokulskiego. Chociaż jest na prawdę ciekawa i zachwycająca nie potrafię się zmusić do ponownego otworzenia jej i czytania. W końcu przyszedł przełom w czytelniczej pustyni i sięgnęłam po Księżniczkę z lodu, którą dostałam z okazji Dnia Dziecka. I oto efekt - 424 strony w niecałe 36 godzin, a przecież w międzyczasie robiłam tyle różnych rzeczy...


Erica Falc niedawno straciła rodziców, jej siostra uwikłała się w patologiczne małżeństwo, a do tego wszystkiego jak grom z jasnego nieba spadła na nią wiadomość o śmierci Alex, z którą przyjaźniła się w dzieciństwie. W spokojnym nadmorskim miasteczku Fjällbacka takie rzeczy nie zdarzają się często, a zazwyczaj - wcale. Właśnie dlatego o niczym innym nie mówiło się w okolicy. Alex została znaleziona martwa we własnej wannie, ale od samego początku jej najbliżsi nie chcieli uwierzyć w to, że mogła popełnić samobójstwo. Erica, która jako dawna przyjaciółka i pisarka, została poproszona o napisanie wspomnień o Alex, zaangażowała się całym sercem w wyjaśnienie zagadki, która spędzała sen z powiek wielu mieszkańcom miasteczka. Wspólnie z policjantem i znajomym z lat młodzieńczych, Patrikiem Hedströmem, Erica próbuje odkryć jaki związek miała śmierć Alex z zaginięciem, które miało miejsce 25 lat wcześniej, co zniknęło z szafki w pokoju zamordowanej i jaką rolę w tej sprawie odgrywa Anders, miejscowy malarz - alkoholik.

Muszę przyznać, że książka byłą zdecydowanie rewelacyjna! Czytając Księżniczkę z lodu mogłam poznać nie tylko postaci stworzone przez autorkę, ale również malownicze miasteczko. Tym pierwszym należy się jednak zdecydowanie więcej uwagi - bohaterowie książki są jak prawdziwi. Mają swój indywidualny charakter, który poznajemy nie tylko dzięki bezpośredniemu opisowi, ale również zachowaniu, wypowiedziom i nawykom. Język jest łatwy i przyjemny. Samo wydanie również ułatwia czytanie - duża czcionka, lekka książka.

Czytając nie mogłam oprzeć się pokusie i wspólnie z Ericą i Patrikiem rozwiązywałam tę tajemniczą zagadkę. Miałam kilka spostrzeżeń, które okazały się słuszne, ale zdecydowanie pomyliłam się co do najważniejszej rzeczy w tej historii. Tak już bywa - może potrzeba mi trochę praktyki i zostanę detektywem? :) Teraz z niecierpliwością czekam na moment, w którym sięgnę po kolejną książkę pióra Camilli Läckberg. Polecam na prawdę bardzo, bardzo mocno wszystkim fanom kryminałów oraz tym, którzy jeszcze nie trafili na tą odpowiednią książkę, z którą mogliby zacząć przygodę z tym gatunkiem!

sobota, 1 czerwca 2013

"Wielki Gatsby" | Film

Tytuł: Wieki Gatsby
Tytuł oryginalny: Great Gatsby, The
Reżyseria: Baz Luhrmann
W rolach głównych: Leonardo DiCaprio, Tobey Maguire, Carey Mulligan, Joel Edgerton
Premiera: 1.05.2013 (świat), 17.05.2013 (Polska)
Produkcja: USA, Australia

W zeszłym tygodniu wybrałam się do kina ze znajomymi. Nie mieliśmy w planach żadnego konkretnego filmu, więc wybraliśmy to, o czym ostatnio było najgłośniej (czyli coś w stylu "chyba słyszałam, że jest dobry..." albo "mama mówiła, że czytała książkę..."). Takim sposobem natrafiliśmy na film pod tytułem Wielki Gatsby (swoją drogą - książkę muszę przeczytać!). Czy było warto? Jak najbardziej tak!

Akcja filmu rozgrywa się w szalonych latach 20. XX wieku. Tajemniczy milioner Gatsby (Leonardo DiCaprio), zamieszkujący w ogromnej posiadłości gdzieś w Nowym Jorku, co wieczór wyprawia przyjęcia, na które zjeżdża się pół miasta. Wszystkich tych ludzi przyciąga jego tajemnica. Są tacy, którzy twierdzą, że go znają, ale tak na prawdę nikt nie wie, kim jest Gatsby, niektórzy nawet przypuszczają, że na prawdę nie istnieje. Tajemniczy mężczyzna ma w tym swój cel. Wszystko zaczyna się układać kiedy w okolicę sprowadza się niedoszły pisarz Nick Carraway (Tobey Maguire). Dzięki jego pomocy Gatsby, teraz milioner, kiedyś biedny żołnierz, po 11 latach spotyka swoją wielką miłość, Daisy (Carey Mulligan). Kochanków rozdzieliły przed laty podziały społeczne, później Gatsby wyjechał w poszukiwaniu bogactwa, a Daisy wyszła za bogatego Toma Buchanana (Joel Edgerton). Teraz oboje próbują ponownie wzniecić w sobie dawne uczucie, ale na drodze staje im wiele przeszkód. Czy to uczucie w ogóle kiedykolwiek istniało? Czy historia Gatsby'ego to prawda czy jedno wielkie kłamstwo?

Po seansie obiecałam sobie, że nigdy więcej nie pójdę do kina na film, który nie jest ekranizacją znanej mi powieści lub filmem akcji. Dlaczego? Płakałam przez pół filmu - już tak mam, ze rozklejam się z byle powodu. Ten może nie był aż taki błahy, bo w Wielkim Gatsby'm było na prawdę wiele wzruszających momentów. Poza tym stroje oraz gra aktorska pierwszoplanowych bohaterów (i nie tylko) dopełniały się znakomicie. Całość składa się na wspaniałe dzieło, które zdecydowanie przekonuje mnie do przeczytania książki - podobno jeszcze lepszej! Serdecznie polecam :))


poniedziałek, 20 maja 2013

"Arsènal. Jak powstawał nowoczesny superklub" - Alex Fynn, Kevin Whitcher

Tytuł: Arsènal. Jak powstawał nowoczesny superklub.
Tytuł oryginalny: Arsenal. The Making of a Modern Superclub.
Autor: Alex Fynn, Kevin Whitcher 
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Ilość stron: 383
Wydawnictwo: REBIS
Ocena: 7/10

Wraz z końcem sezonu piłkarskiego w Anglii udało mi się zakończyć lekturę Arsenalu. Jako miłośniczka piłki nożnej i wyżej wymienionego klubu muszę przyznać, że książka zrobiła na mnie na prawdę dobre wrażenie i przybliżyła zdecydowanie historię, filozofię oraz wszelkie perypetie klubu.

Jak głosi slogan na okładce "Historia zza kulis - od szatni do sali posiedzeń zarządu" mamy szansę przyjrzeć się uważnie pracy kolejnych menadżerów Arsenalu i wynikom drużyn prowadzonych przez nich na przestrzeni 125 lat oraz działań dyrektorów, którzy nieraz musieli podejmować decyzje wpływające na przyszłe pokolenia (na przykład budowa nowego stadionu). Tekst, oprócz suchych faktów, zawiera zgrabnie wkomponowane wypowiedzi obecnych i byłych zawodników oraz innych pracowników tego klubu.

Czytając Arsènal. Jak powstawał nowoczesny superklub. poznajemy bardzo dokładnie działania związane z zarządzaniem klubem oraz jego rozwojem. Ludzie, którzy pracują w klubie przestają być tylko personelem - stają się prawdziwą częścią drużyny. Postacią, która skupia na sobie większość uwagi jest oczywiście obecny menadżer Arsenalu, Arsèn Wenger, który prowadzi drużynę już ponad 15 lat i jest zdecydowanie jednym z najlepszych trenerów. Mimo to nie jest pokazany jedynie z dobrej strony, jako błyskotliwy i wszechwiedzący, autorzy książki ukazali również jego słabostki, tak jak przedstawili słabości całego klubu jako instytucji. Mamy więc czarno na białym przedstawiony klub taki, jakim jest, bez zbędnego podkoloryzowania czy mieszania z błotem.

Książka obejmuje okres od powstania klubu aż do sezonu 2011/12, więc nie ma w niej najnowszych informacji. Część z nich pojawia się w adnotacjach u dołu strony, ale są to tylko nieliczne sprostowania, które należało wykonać z biegiem lat.

Polecam fanom Arsenalu i w ogóle piłki nożnej (szczególnie angielskiej, bo historia Arsenalu to też historia angielskiego footballu) :)

niedziela, 19 maja 2013

"Całuski pani Darling" - Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Całuski pani Darling
Autor: Małgorzata Musierowicz
Ilość stron: 179
Wydawnictwo: Akapit Press
Ocena: brak

Coś mnie natchnęło dziś wieczorem - złapałam książkę, pobiegłam do kuchni i upiekłam pyszne biszkopciki. Od dawna wiem, że kiedy nie wiem na co mam ochotę to mogę zajrzeć do tej uroczej książki i znaleźć coś dla siebie.

Całuski pani Darling to poradnik kulinarny dla najmłodszych i tych trochę starszych. Każdy przepis opatrzony jest opisem postaci literackiej, z którą przygotowujemy wybrane przez nas danie lub wypiek. I tak zaczynamy od ciasteczek nazywanych całuskami pani Darling, która bardzo lubiła przygotowywać je swoim dzieciom, zanim wyruszyły na przygodę z Piotrusiem Panem. Na słodko możemy upiec też ciasteczka bogini Demeter, ciasto kapitana Haka lub jabłkowy tort z Bullerbyn. Mamusia Muminka nauczy nas przyrządzać naleśniki, a Pippi Pończoszanka pulchne bułeczki. Jeśli akurat wolimy coś bardziej treściwego możemy zjeść z Włóczykijem chlebowy obiad lub chłodnik Dicka.

Ja dziś przygotowałam złociste biszkopciki Ani Shirley, bohaterki, którą zapewne każdy zna z Ani z Zielonego Wzgórza. Chociaż ciasteczka wyszły przepyszne czuję pewien niedosyt - bohaterkę, która pomagała piec mi biszkopciki znam jedynie z adaptacji filmowej i przepisu na ciasteczka, książka wciąż na mnie czeka!


3 jajka | pół szklanki cukru | szklanka mąki | cukier waniliowy

Jajka i cukier ubić, dodać mąkę i cukier waniliowy - powstanie pulchny krem. Następnie za pomocą łyżki lub rożka nakładać na blasze małe porcje biszkoptowego ciasta. Piec około 7-10 minut w 150 stopniach.
SMACZNEGO!

wtorek, 30 kwietnia 2013

Top 10: ulubione gwiazdy kina

Top 10 to akcja, przy okazji której na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Tematy w piątki pojawiają się na blogu Klaudyny.


Temat  to "ulubione gwiazdy kina"

Myślę, że nawet gdyby temat się nie pojawił stworzyłabym podobną listę w najbliższym czasie. Ostatnio na potęgę zaczęłam oglądać filmy i co rusz wyszukuję jakieś nowe lub stare, które chciałabym obejrzeć po raz pierwszy lub wtóry. A jak szukam? Przez grających w poszczególnych produkcjach aktorów, którzy zapadli mi w pamięć lub zachwycili ostatnio. Temat teoretycznie obejmuje dziesięć gwiazd kina płci dowolnej, więc postaram się tak ustawić ranking, żeby podzielić miejsca w miarę równo. między aktorów i aktorki. Wybrałam 12 przedstawicieli płci męskiej i 8 żeńskiej - zaraz też ich "podzielę". (Zaznaczę przy tym od razu, że kryteria oceny są tak różne, że nie sposób porównywać tych wszystkich gwiazd ze sobą :))


Moje ulubione gwiazdy kina przed 40. urodzinami:
Emma Watson (za rolę Hermiony w "Harrym"), Amanda Seyfried (mogłabym wymieniać i wymieniać, ale ostatnio widziałam ją - i bardzo mi się podobała - między innymi w "Wyścigu z czasem", "Mamma mia" i "Dziewczynie w czerwonej pelerynie"), Jenifer Lawrence (wbrew pozorom nie tylko za rolę w "Poradniku pozytywnego myślenia", ale ze względu na "Igrzyska śmierci, które osobiście uwielbiam!), Nina Dobrev (serialowa Elena z "Pamiętników Wampirów"), Penelope Cruz (kilka na prawdę fantastycznych ról między innymi "SEXiPIStOLS" i "Vanila sky"), Keira Knightley (głównie za "Piratów z Karaibów), Channing Tatum (niewiarygodnie jak dużo filmów z nim widziałam nie zwracając na niego uwagi! Dopiero po "Ona to on" przyjrzałam się mu uważnie i muszę stwierdzić, że w "Step up" i "Wciąż ją kocham" też zagrał całkiem całkiem - a do tego jest na prawdę przystojny - inaczej magazyn "people" nie nadałby mu miana "najprzystojniejszego mężczyzny" dwa razy), Ian Somerhalder (nie tylko za rolę Damona w "Pamiętnikach" - w "Turnieju" też grał świetną postać - do tego, tak jak kolega wcześniej, przystojny), Bradley Cooper (zrobiło się o nim głośno po "Poradniku pozytywnego myślenia", ale ja polubiłam go za rolę w "Kluczu do serca", poza tym przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy, że w dłuższych włosach grał w "Kac Vegas :) ), Leonardo DiCaprio (ostatnio wspaniale grał w "Django" i tego będę się trzymać! Ale są też inne na prawdę dobre role jak choćby w "Infiltracji".)


Moje ulubione gwiazdy kina po 40. urodzinach:

Halle Berry (polubiłam bardzo po roli w "Jamesie Bondzie", a ostatnio zachwycałam się jej grą w "Atlasie chmur), Angelina Jolie (lubię ją chyba za całokształt twórczości... "Pan i Pani Smith", "Tomb Raider", "Turysta", "Złodziej życia"), Johnny Depp (jak można go nie lubić? Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać tej postaci znanej i lubianej między innymi z "Edwarda nożycorękiego", "Charliego i fabryki czekolady", "Piratów z Karaibów czy "Imaginarium doktora Parnassusa"),Tom Cruise (bardzo polubiłam za "Vanila Sky"), Matt Damon (po obejrzeniu "Trylogii Bourne'a" bardzo go polubiłam, świetnie zagrał też w "Infiltracji"), Michał Żebrowski (mój ulubiony polski aktor! Ostatnio niezła rola w "Sępie", świetna gra w "Ogniem i mieczem" no i jedyna rzecz, dla której warto obejrzeć "Wiedźmina" to Gerald, którego gra), Viggo Mortensen (jako Aragorn we "Władcy Pierścieni był wspaniały), Brad Pitt (lubię za "Pana i Panią Smith" oraz "Wywiad z wampirem"), Tom Hanks (tu też można by długo wymieniać, ale najbardziej utkwił mi w pamięci w roli z "Zielonej mili", "Kodu Leonarda Da Vinci" i "Atlasu chmur"), Daniel Craig (może nie jest najlepszym z aktorów wcielających się w tytułową postać "Jamesa Bonda", ale muszę przyznać, że na prawdę świetnie grał w "Dziewczynie z tatuażem" i "Oporze"). 

niedziela, 28 kwietnia 2013

Weekend z filmem: "Ona to on", "Zombieland", "Atlas chmur"

Początek majowego weekendu zaliczam do na prawdę udanych! Może nie udało mi się skończyć żadnej książki, ale za to obejrzałam trzy na prawdę bardzo fajne filmy: Ona to on, Zombieland i Atlas chmur.


Ona to on: komedia, film amerykańsko-kanadyjski, 2006
Viola uwielbia grać w piłkę nożną. Niestety w szkole rozwiązali damską drużynę z powodu zbyt małej ilości chętnych. Dziewczyna chce spróbować sił grając z chłopakami, ale oni i ich trener nie są tym pomysłem zachwyceni. Korzystając z okazji przebiera się za swojego brata bliźniaka, który wyjechał ze swoim zespołem na tourne do Londynu, i zaczyna naukę w szkole z internatem. Udając go dostaje się do drużyny piłkarskiej. Wszystko się komplikuje kiedy Viola zakochuje się w swoim współlokatorze, a zarazem kapitanie drużyny. Poza tym w jej męskim wcieleniu zakochuje się Olivia, dziewczyna za którą szaleje jej współlokator, Duke. Jakby tego było mało Sebastian, brat bliźniak głównej bohaterki zjawia się w szkole dzień przed planowanym przyjazdem, a jej matka nalega by dziewczyna wzięła udział w balu debiutantek. 

Liczni, bardzo zabawni bohaterowie i komizm całej sytuacji sprawia, że film ogląda się na prawdę fajnie i przyjemnie. Gwarantuje on na prawdę masę śmiechu i dobrego humoru przez trochę ponad półtora godziny. Jest to jeden z tych filmów, do których na pewno kiedyś powrócę! :)




Zombieland: komedia, horror, film amerykański, 2009
Świat ogarnęła apokalipsa zombie. Niewielu ludziom udało się przeżyć, a Ci którzy przeżyli nie koniecznie chcą ze sobą współpracować. Columbus, typowy nerd, i Tallahassee, twardziel, to dwaj mężczyźni, którzy spotkali się pewnego dnia na autostradzie pełnej opuszczonych aut i zombiaków szukających świeżych ludzi do podgryzania. Postanowili sobie pomóc i ruszyli w drogę, gdzie, o dziwo, natknęli się na kogoś kto tak jak oni nie był zainfekowany. Jednak spotkanie z ludźmi nie okazało się zbyt przyjemne, bo siostry Wichita i Little Rock wykiwały obu panów i postanowiły uciekać dalej na własną rękę, ale ich wozem. Każdy jednak wie, że świat jest mały, więc jak to w filmach bywa, cała czwórka spotkała się ponownie. Czy tym razem wspólnymi siłami będą stawiać opór zombie czy może znów się rozdzielą? 

Opis może sugeruje kino grozy, ale prawda jest taka, że Zombieland to typowa komedia. Nie ma tu za dużo strachu i emocji, ale za to jest się z czego pośmiać. Zasady Columbusa, którymi się kieruje żeby przetrwać może i nam uratują życie podczas apokalipsy zombie? Kto wie! :)




Atlas chmur: dramat, science-fiction, film amerykański, 2012
Każda historia jest niezwykła, a każdy człowiek tworzy własną historię. Nawet najdrobniejsze decyzje jednostki mogą mieć wpływ na wspólną przyszłość. Idealnie oddają to przeplatające się ze sobą wątki różnych ludzi w różnych czasach i miejscach oraz kolejne wcielenia poszczególnych postaci. Jest poszukiwacz skarbów wracający do narzeczonej, który walczy o zniesienie niewolnictwa, wydawca uciekający przed koleżkami spod ciemnej gwiazdy, młody kompozytor chcący stworzyć coś wspaniałego i cała galeria innych równie barwnych postaci, które dążąc do swojego celu chcą zmienić świat. 

Może brzmi to wyniośle i pompatycznie, ale film po prostu daje do myślenia, a przy tym ogląda się go na prawdę przyjemnie, czekając na rozwój akcji. Zdecydowanie muszę przeczytać książkę Davida Mitchella, na której oparty jest scenariusz! :)




Obejrzane w ramach wyzwania 104 filmy. :)

wtorek, 23 kwietnia 2013

"Dziewczyna Ameryki" - Meg Cabot

Seria: Dziewczyna Ameryki
Tytuł: Dziewczyna Ameryki
Tytuł oryginalny: All - American Girl
Autor: Meg Cabot
Ilość stron: 253
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 7/10

Emocje związane z książką zdążyły już opaść... Od ponad tygodnia próbuję wziąć się za napisanie tej recenzji i jakoś mi nie idzie - przynajmniej na razie. Mimo to muszę przyznać, że Dziewczyna Ameryki bardzo mi się spodobała i pozwoliła na "powrót do przeszłości". W końcu będąc nieco młodsza niż obecnie z wielką pasją pochłaniałam kolejne części Pamiętnika Księżniczki, a potem również Liceum Avalon tej samej autorki.

Dziewczyna Ameryki to historia opowiadana przez Samanthę, nastoletnią mieszkankę Waszyngtonu. Dziewczyna jest indywidualistką, nie lubi niemieckiego, uwielbia Gwen Stefani, ma niesamowity talent plastyczny i jest zakochana w bracie swojej starszej siostry - przynajmniej tak twierdzi. W jej życiu nie ma nic niezwykłego (o ile życie nastolatki w ogóle można nazwać nudnym). Najstarsza z sióstr Madison, Lucy, jest niezwykle popularną uczennicą Liceum imienia Johna Adamsa (do którego chodzi również główna bohaterka), za to najmłodsza, Rebecca, jest (jak to określa narratorka) "geniuszkiem", dlatego uczęszcza do elitarnej szkoły. Życie toczy nie całkiem zwyczajnie dopóki pewnego dnia Samantha nie zrywa się z lekcji rysunku i... ratuje życie prezydentowi!
Teraz wszystko wywraca się do góry nogami! Uroczy chłopak z lekcji rysunku, David, okazuje się być Pierwszym Synem, ludzie rozpoznają Samanthę na ulicach, dookoła domu i szpitala, w którym się znajduje koczują reporterzy, a Kris Park, dziewczyna która odrzuciła jej przyjaźń, zaprasza Samanthę na swoją imprezę. Jak z tego wybrnie główna bohaterka?

Czytało się bardzo miło. Nie jest to może literatura "z górnej półki" czy też "odpowiednia dla licealistki", ale uważam, że było warto ją przeczytać. Zabawna, lekka lektura - idealna na jeden wieczór. Meg Cabot po raz kolejny zaprezentowała swój niezwykły warsztat i dołączyła Samanthę do panteonu zwykłych-niezwykłych dziewczyn, bohaterek swoich książek.

Serdecznie polecam wszystkim (na prawdę wszystkim) dziewczynom - nie ważne w jakim wieku! :)
Książka przeczytana w ramach wyzwania: "Od A do Z".

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

"Pan Tadeusz" - Adam Mickiewicz

Tytuł: Pan Tadeusz
Autor: Adam Mickiewicz
Ilość stron: 328
Ocena: 9/10 (rewelacyjna)

Powracam tu z emigracji, jak Jacek Soplica na Litwę! Ostatnie miesiące nie były łatwe i obfitowały w wiele nieprzewidzianych sytuacji oraz zajęć pozalekcyjnych, dlatego z żalem stwierdzam, że nie przeczytałam zupełnie nic! Nic poza szkolną lekturą, Panem Tadeuszem, która na prawdę bardzo mnie urzekła.

Akcja stworzonej przez Adama Mickiewicza historii rozgrywa się w latach 1811 - 1812, latach dzieciństwa autora, na Litwie, wśród dziewiczych puszcz, dworków szlacheckich, romansów i zawieruchy wojennej. Do Soplicowa powraca Tadeusz, bratanek panującego na włościach Sędziego Soplicy, syn Jacka, który przed laty za swoje czyny musiał uciekać z okolicy. Młodzieniec szybko przyzwyczaja się do rytmu życia na wsi, do polowań i uczt oraz towarzystwa państwa szlachty. Szlachta w Soplicowie była bardzo osobliwa, bo chociaż pod zaborem Moskali się znajdowali, wciąż, wedle tradycji, używali starych tytułów oraz ciągnęli dawne spory. Rejent z Asesorem kłócili się czyj hart sprytniejszy, czyja szabelka zwrotniejsza, czyja strzelba celniejsza. Sędzia Soplica z Hrabią Horeszką wiedli bój o zamek zarówno na drodze sądowej jak i zbrojnej. Gerwazy wciąż mianował się Klucznikiem, chociaż dawno już nikt nie musiał kluczy Zamkowych pilnować, Protazy wciąż Woźnym nazywany, ale od dawna żadnej nie obwieszczał sprawy, żadnych pozwów nie wnosił. Cały zaścianek Dobrzański pełny przezwisk i pseudonimów, bo co męski potomek się zrodził to Maciek albo Bartek. We dworze Sędziego gościła do tego Telimena, ciotka daleka Tadeusza, która pod swoją opieką miała Zosię, córkę Ewy Horeszkówny, niespełnionej nigdy miłości Jacka Soplicy.

Oprócz kłótni, waśni, sporów i romansów między szlachtą powstawało zarzewie buntu przeciw Moskalom. Wszyscy oczekiwali już nadejścia wojsk Napoleońskich i Legionów Dąbrowskiego. Niemała była w tym zasługa Księdza Robaka, który jeździł, rozmawiał, tajne wiadomości przynosił i powstanie Litewskie po cichu planował. Nie był to Ksiądz zwykły, posłuch wśród ludzi miał niesamowity, chociaż na codzień był to człek samotny. Jego tajemnica to klucz do całej historii oraz wzór dla romantyków.

Oprócz tego, że historia jest na prawdę ciekawa i absorbująca, posiada też inne walory: kulturowy, patriotyczny i historyczny. Opisów ubioru, zwyczajów i przyrody jest w tekście na prawdę sporo. Ponadto urzekł mnie sam język, którym posługuje się Mickiewicz w tym utworze i oczywiście niesamowity warsztat - napisać ponad trzysta stron trzynastozgłoskowcem - na prawdę szacunek!  Żeby się nie zmęczyć czytając trzeba to na prawdę polubić. Ja uważam, że warto, bo Pan Tadeusz to kawał dobrej roboty: ciekawa fabuła i wspaniały język. Do tego niezwykli i zwykli bohaterowie. Serdecznie polecam!

Książka przeczytana w ramach wyzwań: "Polacy nie gęsi..." i "Z półki".

piątek, 25 stycznia 2013

"Płatki na wietrze" - Virginia C. Andrews

Seria: Rodzina Dollangangerów
Tytuł: Płatki na wietrze
Tytuł oryginalny: Petals on the Wind
Autor: Virginia C. Andrews
Tłumaczenie: Elżbieta Podolska
Ilość stron: 428
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 6/10 dobra

Nie wiem od czego zacząć... Książka zdecydowanie mnie rozczarowała - przynajmniej początkowo. Nie była tak dobra jak pierwsza część, ale kiedy już przebrnęłam przez początek czytało się na prawdę znakomicie! Poświęciłam jej w sumie ponad miesiąc, co czyni ją najdłużej czytaną przeze mnie książkę... Przynajmniej na razie.

Dzieciom udało się uciec z poddasza rezydencji Foxworth Hall. Chris, Cathy i  Carrie uciekają na południe. Na drodze jednak staje im wiele przeszkód. Przez jedną z nich trafiają do domu doktora Paula, który postanawia im pomóc. Razem zamieszkują w jego domu rozpoczynając tym samym nowy, ale czy lepszy, rozdział swojego życia. Chris idzie na studia medycznie, Cathy zaczyna uczęszczać do prawdziwej szkoły baletowej, a mała Carrie rozpoczyna naukę w internacie. Jednak rodzinna klątwa wisi nad nimi jak czarna chmura. Cathy nie potrafi wybaczyć matce, o której pozostała dwójka postanowiła po prostu zapomnieć, więc cały czas śledzi jej życie i obmyśla plan zemsty na kobiecie, która zamknęła ich na poddaszu. Jak potoczą się losy trojki rodzeństwa? Czy w końcu zostawią przeszłość za sobą, czy wciąż będą ją rozpamiętywać?

Całokształt prezentuje się na prawdę dobrze. Niestety pewne rzeczy nie pozwoliły mi ocenić książki wyżej, ani też cieszyć się lekturą od początku do końca. Pierwsze rozdziały dało się czytać - początek nowego życia, ciekawie zapowiadająca się akcja i świetna atmosfera. Niestety już po chwili musiało to zostać zepsute przez, denerwujące mnie na każdym kroku, podteksty seksualne. Nie wątpię, że dodawały lekturze "czegoś", ale bez przesady. Kilka kolejnych rozdziałów było ciągłym opowiadaniem Cathy, która jest narratorką Płatków na wietrze, o jej zauroczeniu i pragnieniu miłości, oraz rozmyślanie o uniesieniach erotycznych. Na prawdę - co za dużo to niezdrowo. Tym samym książka z powrotem powędrowała na półkę. Wróciłam do niej po pewnym czasie. Przebrnęłam przez jeszcze parę takich rozdziałów i... wtedy zaczęła się na prawdę ciekawa historia! Czytałam z wypiekami na twarzy czasem śmiejąc się i, znacznie częściej, płacząc. Wciągnęłam się w dalsze losy dzieci Dollangangerów i szczerze im kibicowałam. Do samego końca akcja rozwijała się i trzymała w napięciu! Gdyby tak było przez cały czas, nie wahałabym się mówić, że była to powieść wspaniała!

Język był bardzo przystępny, w wydaniu nie ma literówek ani błędów, a sam styl, w którym Płatki na wietrze są napisane, sprzyja wartkiej akcji. Bohaterowie, nowi i starzy, byli stworzeni z niezwykłą precyzją. Jak zawsze miałam swoich ulubionych i tych, którzy działali mi na nerwy. Muszę przyznać, że chociaż na samym początku uwielbiałam Cathy za jej upór i dążenie do celu, tak pod koniec tej części nie było mi jej już tak bardzo żal. Tym razem jej zacięcie i determinacja nie koniecznie odegrały pozytywną rolę.

Podsumowując - mam nadzieję, że trzecia część okaże się przynajmniej tak samo dobra, albo jeszcze lepsza, niż Płatki na wietrze. Ta książka zdecydowanie wywołuje u mnie mieszane uczucia, ale autorka wysoko postawiła sobie poprzeczkę pisząc Kwiaty na poddaszu. Cała seria, przynajmniej na razie, jest oryginalna i dość specyficzna, na pewno nie każdemu się spodoba. Nie mniej jednak - polecam :)

środa, 23 stycznia 2013

"Django" | Film


Tytuł: Django
Reżyseria: Quentin Tarantino
Produkcja: USA
Premiera: 18 stycznia 2013 (Polska), 5 grudnia 2012 (świat)

Kolejne wyjście do kina i ponownie przeżywam wspaniałe emocje związane z projekcją! W planie na dziś wcale nie mieliśmy Django, tylko Nędzników. Niestety premierę mają dopiero pojutrze, więc wybraliśmy inny film, który przypasował większości klasy. Mi był zupełnie obojętny. Co prawda, jak wieść niesie, Quentin Tarantino to mistrz w swojej dziedzinie, więc z góry założyłam, że film będzie przynajmniej dobry. Czy się zawiodłam? Absolutnie nie.

Akcja filmu rozgrywa się dwa lata przed wybuchem wojny secesyjnej w Ameryce. Białoskóry mężczyzna (Christoph Waltz), podający się za dentystę, zawiera układ z czarnoskórym niewolnikiem (Jamie Foxx) - wspólnie mają odszukać poszukiwanych listem gończym braci Brittle, a w zamian za to tytułowy bohater, Django, odzyska wolność. Współpraca między mężczyznami układa się pomyślnie, więc po wykonaniu zlecenia i odebraniu należnej nagrody postanawiają dalej działać razem. Plan zakładał, że przez zimę zgromadzą sporą ilość pieniędzy, a potem odszukają i uwolnią żonę (Kerry Washington), wolnego już, Django, z rąk bezwzględnego plantatora (Leonardo DiCaprio). Jak długa droga prowadzi od niewolnictwa do wolności i czy lepiej użyć podstępu niż grać w otwarte karty? Dowiecie się tylko po obejrzeniu tego filmu!

Co do całokształtu mam aż jedno zastrzeżenie i całą masę pochwał. Po pierwsze, i ostatnie jeśli chodzi o uwagi, zupełnie przerysowane, i momentami irytujące, były litry sztucznej krwi, które zalewały wszystko wokół. Poza tym nie mam na co narzekać. Niebanalna historia, wspaniali aktorzy i genialnie dobrana muzyka! Rozładowujące napięcie kwestie rzucane były w najbardziej odpowiednich momentach. Prawie spadłam w fotela kiedy w scenie, w której Jamie Foxx pojawia się na koniu w okularach z ciemnymi szkłami, w tle zapuszczono rap. Wiele zwrotów akcji i niespodziewanych zachowań czyni ten film nie do końca przewidywalnym. Oprócz komediowej otoczki, która nieco odbiega od konwencji dramatu i westernu, znajduje się również bardzo poważny problem. W Django poruszono kwestię niewolnictwa w Stanach. Film oddaje grozę, jaką przeżywali niewolnicy pod panowaniem białych plantatorów, ale nie narzuca jej jako głównego wątku historii - tworzy jedynie tło dla niego.

Podsumowując - film przypadł mi do gustu! Był momentami zabawny, a czasami łza kręciła mi się w oku. Polecam bardzo serdecznie miłośnikom twórczości Quentina Tarantino jak i pozostałym kino-maniakom :)

wtorek, 22 stycznia 2013

"Kordian" - Juliusz Słowacki

Tytuł: Kordian
Autor: Juliusz Słowacki
Ilość stron: 99
Wydawnictwo: GREG
Ocena: 6/10 dobra

Powiem brutalnie - za czytanie Kordiana wzięłam się tylko dlatego, że jest on moją lekturą. Po III. części Dziadów nie oczekiwałam niczego ponad to, co zaoferował mi Mickiewicz. Nie przepadam za dramatami, więc nie czułam smutku czy rozczarowania kończąc moje spotkanie z "innym wcieleniem Konrada". Mogę nawet przyznać, że pozytywnie zaskoczyło mnie tempo w jakim uwinęłam się z czytaniem, co oznacza, że tekst był dobry, jak na mój gust. Jeśli miałabym osobną skalę dla dramatów byłby pewnie oceniony lepiej, ale w porównaniu z uwielbianymi prze ze mnie książkami innego rodzaju, mieści się w pojęciu "dobre".

Akcja Kordiana rozgrywa się na przestrzeni mniej więcej trzydziestu lat. Najpierw wkraczamy w nowy wiek, który miał być mrocznym okresem w dziejach naszej historii. Nieco później poznajemy Kordiana, młodego romantyka uwikłanego w romans ze starszą od siebie Laurą. Poczucie samotności i niezrozumienia przez świat pchają go ku samobójstwie. Pod wpływem czasu psychika chłopca zmienia się. Świat go rozczarował, ale też wiele nauczył. Przebywając na szczycie Mont Blank Kordian wypowiada słowa, które zna prawie każdy z nas: "Polska Winkelriedem narodów!". Kierując się emocjami, a nie rozumem i chłodną logiką, Kordian podejmuje się czynów szalonych. W rządzonym przez cara Królestwie Polskim zawiązuje się spisek, w którym uczestniczy nasz bohater. Jak przyjdzie mu skończyć... Nie wiem czy się dowiemy!

Kordian to dramat napisany przez Juliusza Słowackiego, największego, obok Adama Mickiewicza, wieszcza polskiego. W tym utworze nawiązywał bezpośrednio do postawy i koncepcji patriotyzmu uznawanego przez swojego starszego kolegę. Krytykował go w sposób wyrafinowany, nie wdając się w bezmyślne sprzeczki, ale tworząc inną koncepcję, prezentowaną przez Kordiana (swoją drogą Kordian - Konrad... dość podobne imiona.). W dramacie poruszył jeszcze dwa ważne wątki: dorastanie młodego człowieka i próbę rozliczenia powstania listopadowego. Kordiana czytało mi się bardzo przyjemnie, kiedy już wpadłam w odpowiedni rytm. Jest to na prawdę wartościowa lektura, dlatego w pełni popieram narzucanie nam takich w szkołach. Sama z siebie nie wiem kiedy bym sięgnęła po dramat Słowackiego, a tak - proszę bardzo! Już mam go za sobą :)

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Polacy nie gęsi..., To już było, Pod hasłem. Zapraszam do wspólnej zabawy! :)


poniedziałek, 21 stycznia 2013

"Sęp" | Film

Tytuł: Sęp
Reżyseria: Eugeniusz Korin
Produkcja: Polska
Premiera: 11 stycznia 2013

Z każdym dniem mam coraz mniej czasu na czytanie, czego efektem jest recenzja kolejnego filmu, zamiast czytanej od dobrego miesiąca powieści...

Muszę przyznać, że za polskimi produkcjami filmowymi nigdy nie przepadałam. Raczej mnie odpychały, a nie zachwycały. Tym razem jednak dałam się oczarować zwiastunowi, który, gdyby nie rozpoznani przeze mnie polscy aktorzy, wzięłabym za trailer jakiegoś hollywoodzkiego thrillera. Przed pójściem do kina naczytałam się wielu recenzji dotyczących produkcji - jedne były bardzo pochlebne, inne skrajnie krytyczne. Z nastawieniem dość obojętnym zasiadłam przed wielkim ekranem i... oczarowało mnie!

Podczas rozprawy sądowej dochodzi do porwania oskarżonego. Sprawą ma się zająć dwóch policjantów: Sęp (Michał Żebrowski) i Brożek (Daniel Olbrychski). W toku śledztwa odkrywają, że w ciągu ostatnich kilku lat doszło do wielu podobnych porwań: oskarżeni o morderstwa, gwałty i inne zbrodnie masowo znikali z więzień. Dzięki pomyślnym wiatrom i efektywnej pracy udaje im się w krótkim czasie odnaleźć sprawcę ostatniego porwania. Jednak Sęp nie jest do końca usatysfakcjonowany wynikiem śledztwa i sam, na własną rękę, postanawia poszukać dalej. Odkrywa coś zupełnie nieprawdopodobnego i zaczyna niebezpieczną grę, w której stawką jest życie. Na drodze do odkrycia prawdy staje Natasza (Anna Przybylska), która po przeszczepie zaczęła pracę w policyjnym ośrodku szkolenia, i klinika, w której przeprowadzono zabieg. Kiedy już Sępowi udaje się dostrzec rozwiązanie zagadki odkrywa inną stronę problemu, z którym przyszło mu się zmierzyć. Wszystko zobaczone w innym świetle skłania go do podjęcia ostatecznego kroku.

Sęp to na prawdę świetny film! Bardzo rozwinięta i zaskakująca fabuła, wiele wątków, które splatają się w jeden, wspaniała gra aktorska całej obsady. Do tego dochodzi na prawdę fajna muzyka i klimat filmu. Napięcie było budowane powoli, chociaż akurat ono nie było zbyt wysokie. Temat zdecydowanie na czasie, skłania do przemyśleń. Jest to, przynajmniej moim zdaniem, najlepszy polski film z ostatnich kilku lat. Polecam go serdecznie wszystkim uwielbiającym tajemnice!


niedziela, 6 stycznia 2013

Wszystko co trzeba wiedzieć o Jamesie Bondzie - Leksykon


Tytuł: Bond. Leksykon
Autor: Kamil M. Śmiałkowski
Ilość stron: 316
Wydawnictwo: Pascal

Z okazji Świąt wymienialiśmy się w klasie prezentami. Ja dostałam książkę i to nie byle jaką. Bond. Leksykon to ponad dwieście haseł i odnośników dotyczących agenta 007 - tego literackiego i filmowego. Ponadto znajdują się tu streszczenia wszystkich powieści Fleminga, eseje dotyczące filmów o przygodach brytyjskiego agenta oraz ciekawostki o bohaterach, aktorach, powieściach i filmach.

Dzięki książce, której tak na prawdę nie da się przeczytać w jeden wieczór, mogłam lepiej poznać Jamesa Bonda. Porównano tu dwie wersje tytułowego bohatera: filmową i literacką. Okazuje się, że te dwie sylwetki nie różniły się od siebie zbytnio na samym początku jednak, wraz ze zdobywaniem popularności przez film, agent 007 stawał się coraz bardziej cyniczny, a jego postać chętniej sięgała po gadżety, których w książce jest jak na lekarstwo, o ile w ogóle się pojawiają. Wraz z upływem lat zmieniał się wizerunek Jamesa Bonda z ekranu. Obecne "Bondy" wracają do korzeni. Daniel Craig w roli tytułowego bohatera jest podobny do swojego literackiego pierwowzoru, a koncepcja filmu staje się mniej komediowa.

W Leksykonie pojawia się mnóstwo ciekawych zagadnień. Między innymi odpowiedzi na pytania z okładki: dlaczego ciąg cyfr 222241(223)567878(9) jest najlepszym streszczeniem jednej z powieści Fleminga? Ile wynosi wynagrodzenie M? Są też zagadnienia dotyczące inicjałów "JB" oraz używek Bonda. Oprócz nich masa innych tematów, które zadziwiają albo są oczywiste jak 2+2=4. Mnie osobiście pytania zaintrygowały i z wielką chęcią pochłaniałam nowe informacje o agencie 007. Dzięki temu mogłam trochę odkurzyć swoje wiadomości o Jamesie Bondzie, którego uważam za prekursora wszystkich tajnych agentów literackich i filmowych.

Dla fanów oraz innych, zainteresowanych tematem, znajdzie się tu mnóstwo ciekawostek oraz informacji przydatnych w poznawaniu świata agenta Jej Królewskiej Mości. Charakterystyka bohaterów literackich i filmowych, aktorzy, którzy byli odtwórcami ich ról, tytuły piosenek pojawiających się w filmach oraz historie ich kompozytorów. Mamy osobne zagadnienie poświęcone dziewczynom Bonda oraz ich pierwowzorowi, samochodom, których używał w książkach i filmach oraz cały zbiór innych równie pociągających tematów. Polecam serdecznie w ramach poznawania świata tajnych agentów, jako dodatek do filmów i książek oraz encyklopedię wiedzy na temat 007.

czwartek, 3 stycznia 2013

"Hobbit: Niezwykła podróż" | Film


Seria: Hobbit

Tytuł: Niezwykła podroż
Tytuł oryginalny: Hobbit: Unexpected Journey, The
Reżyseria: Peter Jackson
W rolach głównych: Ian McKellen, Martin Freeman, Richard Armitage
Premiera: 28.11.2012 (świat), 28.12.2012 (Polska)
Produkcja: USA, Nowa Zelandia

Na Hobbita powędrowałam kilka dni po premierze. Cała sala wypełniona była ludźmi,a kino na chwilę przed seansem zamieniło się w morze głów wędrujących do sali numer 1. Było, jak to ujął jeden z moich współtowarzyszy, zacnie.

Hobbit: Niezwykła podroż to pierwsza z trzech części, na które została podzielona akcja rozgrywająca się w książce. Bilbo, tytułowy hobbit, wyrusza w podróż, której nie planował i której kompletnie się nie spodziewał. Pewnego dnia odwiedza go Gandalf, czarodziej, a niedługo potem cała gromada krasnoludów, którzy proponują mu udział w wyprawie. Bilbo, oszołomiony, dołącza koniec końców do wesołej kompanii. Szukając Samotnej Góry i odkrywając skrywane przez wieki tajemnice jest świadkiem wielu wydarzeń, które wpłyną na losy Śródziemia. Jednak przede wszystkim jest członkiem drużyny, która zamierza osiągnąć zamierzony cel, czyli odbić smokowi Smaugowi Samotną Górę, która niegdyś była siedzibą krasnoludów, przez co nie raz pakuje się w kłopoty. A to walczy z Trolami, a to z Wargami albo innymi Orkami...

Tyle o fabule, którą chociaż w zarysie zna za pewne każdy, kto kiedykolwiek o Hobbicie lub w ogóle Śródziemiu słyszał. Co do wrażeń, muszę przyznać, że film zrobił na mnie duże wrażenie! Wspaniały krajobraz Nowej Zelandii, świetne kostiumy, dopracowani bohaterowie i wszystkie szczegóły. Są pewne nieścisłości w scenariuszu, ale na takie "usterki" trzeba nie raz i nie dwa przymknąć oko, żeby nie odebrać sobie przyjemności oglądania filmowych adaptacji. Z ogromną satysfakcją przyznam również, że chociaż efekty 3D nie były powalające na kolana, to tworzyły głębię, która jeszcze bardziej wciągała nas w krainę fantastycznych stworzeń i przybliżała uroki Nowej Zelandii. Kolejnym aspektem filmu, koło którego nie da się przejść obojętnie, jest muzyka. Wspaniała ścieżka dźwiękowa i niesamowite wykonanie pieśni krasnoludzkich są po prostu najlepsze! Do tego dochodzą oczywiście świetni aktorzy, którzy wcielili się w filmowych bohaterów. Część z nich znamy z Władcy Pierścieni, inni są nam zupełnie obcy. Z grona krasnoludów najbardziej do gustu przypadł mi Thorin, Król Spod Góry, oraz Kili, który był zabójczo przystojny, jak na brodatego krasnoluda.


Co więcej mogę powiedzieć? Ze swojej strony gorąco zachęcam do obejrzenia filmu, bo nawet jeśli kogoś nie interesują losy bohaterów, to będzie mógł miło spędzić czas podziwiając urokliwe zakątki, w których kręcono film oraz posłuchać na prawdę świetnej muzyki wkomponowanej w Hobbita. Ci wszyscy, którzy pokochali Władcę Pierścieni będą mogli na nowo odnaleźć się w Śródziemiu i ponownie nasycić się jego urokami. Na koniec dorzucam jeszcze plakat filmowy z moim ulubionym krasnoludem i pieśń śpiewaną przez kompanię. Dodam jeszcze tylko tyle, że plakaty promujące Hobbita również bardzo mi się spodobały. Utrzymane są w nieco bajkowym klimacie, który znakomicie współgra w otoczką filmu. Chociaż całość jest bardziej mroczna niż przedstawia to książka, to jest znakomicie dograna i skomponowana z Władcą Pierścieni, który ma zdecydowanie bardziej ponurą wymowę.


Jeszcze raz gorąco polecam!!! Film, książkę, muzykę - wszystko! :)

________________________________________________________________________________


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...