sobota, 31 grudnia 2011

Podsumowanie końcowo-roczne 2011!

Z końcem roku postanowiłam i ja podsumować to co podsumować się da. Nie wiem czy w ciągu tego roku byłam na tyle sumienna, by spisać dokładnie ilość stron wszystkich książek, które udało mi się przeczytać, jak również mam nadzieję, że książki, które przeczytała spisane są tak jak być spisane powinny. Chociażby dlatego, żeby jakiś ślad po nich w mojej głowie pozostał :)

Przeczytałam 39 książek,
to około 3,25 książki miesięcznie.
W sumie 10 044 stron,
czyli średnio 837 stron miesięcznie.

Najwięcej emocji wzbudziła we mnie książka pt. Cień wiatru. Autorem, którego książek przeczytałam w tym roku najwięcej jest Lisa J. Smith (Pamiętniki Wampirów), a zaraz po niej Aghata Christie (Zwierciadło pęka w odłamków stos, I nie było już nikogo, Śmiertelna klątwa, Noc w bibliotece); wróciłam kolejny raz do Opowieści o Niewidzialnym, Tomka Wilmowskiego, Liceum Avalon i Klanu Wilczycy. Z literackich postaci najbardziej zapadła mi w pamięci postać Artura z Zimowego Monarchy. Najmniej ciekawą książką okazał się Portret Nieobecnej.

To tyle w związku z odchodzącym rokiem, pozostaje mi już tylko życzyć:
Udanego Sylwestra, szczęśliwego Nowego Roku oraz niezapomnianych przeżyć z literaturą w 2012!


środa, 28 grudnia 2011

"Zimowy monarcha" - Bernard Cornwell

"W piątym stuleciu po narodzinach Chrystusa Brytania jest na skraju przepaści. Nikną ślady rzymskiej cywilizacji, pogańscy bogowie ustępują przed zalewem chrześcijaństwa, a na rubieżach grasują Saksonowie. Skłócone królestwa Brytanii, którym przewodzi Uther, z trudem jednoczą się do walki z najeźdźcą. 
Niestety, Uther starzeje się, a jego następcą nie jest potężny przywódca, lecz chłopiec urodzony w mroźną zimową noc. 
Tylko Artur - żołnierz, mąż stanu, podopieczny Merlina, nieślubny syn Uthera - może objąć tron i zjednoczyć poróżnione królestwa. 
"Zimowy monarcha" to wspaniała opowieść o polityce i wojnie toczonej w kraju, gdzie religia rywalizuje z magią w walce o dusze ludzi."
Tekst z okładki

Seria: Trylogia Arturiańska / The Warold Chronicles
Tytuł: Zimowy monarcha
Tytuł oryginalny: The Winter King
Autor: Bernard Cornwell
Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski
Ilość stron: 505
Wydawnictwo: Da Capo
Ocena: 9/10

Świat Króla Artura pochłonął mnie w te Święta bez reszty, tak więc proszę o wybaczenie, jeżeli recenzja ta zbyt składna nie będzie. Zimowego monarchę czytałam z zapartym tchem. Co prawda oczekiwałam czegoś zupełnie innego, ale mimo to nie zawiodłam się. Teraz zaprzyjaźniam się z Nieprzyjacielem Boga, a potem przyjdzie pora na naukę walki Excaliburem. Co do treści, chyba nic dodawać nie muszę. Przejdę więc do wrażeń, które wywarła na mnie powieść.

Moja opinia
Bernard Cornwell, opierając się na zapiskach z kronik i innych historycznych źródeł, przedstawił nam Brytanię i wszystkie jej ówczesne problemy. Czerpiąc z legend Arturiańskich w swojej powieści zaprezentował takie postaci jak czarnoksiężnik Merlin, który nie był milutkim staruszkiem z bajek dla dzieci; Lencelot, niekoniecznie mężny, ale urokliwy i przystojny król; Ginewra, Morgana i całą plejadę innych bohaterów z Arturem na czele, oczywiście...

Narratorem, który przedstawia nam wydarzenia jest Derfel, mnich. Jednak nie był zawsze wiernym sługą Chrystusa i Kościoła. W historii, którą spisuje dla królowej Igraine, jest jednym z wojowników Artura, wychowankiem Merlina. Dzięki temu poznajemy świat jego oczami: znamy jego uczucia, jego słabości. Wraz z nim odczuwamy miłość do Ceinwyn, księżniczki Powys, nienawiść do Gundelusa, króla Sylurii, oraz niezwykłą więź łączącą go z Nimmue - kapłanką i kochanką Merlina. Możemy się z nim utożsamić, poczuć jego ból, strach i radość. Towarzyszymy mu podczas wypraw, bitew oraz w codziennym, nigdy nudnym, życiu.

Codziennością w tym świecie pochłoniętym wojną jest mord, gwałt, zemsta. Jednak Derfel nigdy nie bierze udziału w tych najdrastyczniejszych aktach agresji. Pisze o nich, jednak bez szczegółowych opisów. Przedstawia nam jednak bardzo dokładnie przebiegi bitew czy uczt, w których często uczestniczy.

Tekst nie jest trudny, język może poplątać się jedynie na cudacznych nazwach miejsc, w których rozgrywa się akcja, czy na imionach niektórych bohaterów. Czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nie ma mowy o znudzeniu przydługimi opisami czy brakiem akcji. Zawsze coś się dzieje. Strony przerzuca się nawet nie zwracając na to uwagi, a czas płynie i płynie w takim tempie, że nawet nie jesteśmy w stanie powiedzieć kiedy upłynęło 15 minut, 30 czy godzina.

Postacie są barwne, wyraźne. Nie ma tu dwóch ludzi, którzy mieliby taki sam charakter lub zachowywaliby się podobnie. Każdy jest jedyny w swoim rodzaju. Bohaterami, którzy wysuwają się na pierwszy plan są oczywiście Artur, Ginewra, Lancelot i Merlin. Nic więc dziwnego, że są najczęściej wspominani, opisywani i stają się tematem do rozmów. W Zimowym Monarsze, który jest pierwszą częścią Trylogii Arturiańskiej, najczęściej występuję Artur. Nieco mniej jest Merlina i Ginewry, za to sir Lancelot pojawia się dopiero pod koniec książki, jednak od razu staje w pierwszym szeregu by błyszczeć jak bohater.

To, co z początku zawiodło mnie wkrótce uznałam za spory plus. Miałam nadzieję zapoznać się z tajemniczą Panią Jeziora, która panowała na wyspie Avalon i podarowała miecz Arturowi, byłam wielce ciekawa historii o dorastaniu Artura oraz o zdradzie Ginewry i Lancelota, chciałam poznać rycerzy Okrągłego Stołu, a tu lipa. Nie ma ani Pani Jeziora, ani osnutej mgłami tajemniczej wyspy. Nikt też nie wspomina słowem o Ellain, Pani na Schallot! Hańba! Jednak w powieści Bernarda Cornwella historia Artura, nieślubnego dziecka Wielkiego Króla Uthera, brzmi bardziej wiarygodnie. Nie jak baśń, lecz jak legenda, w której jest nieco więcej prawdy. Daje więcej wiary na to, że ktoś taki mógł istnieć i że coś takiego mogło się wydarzyć.

Jest to jedna z tych książek, które na długo zapamiętam i często będę wspominać. Bardzo, bardzo serdecznie polecam! :)

piątek, 23 grudnia 2011

"Imię Róży" - Umberto Eco

Imię Róży to książka o wielu wątkach. Przeniosła mnie w średniowieczny świat, zaznajomiła z tajemnicami życia zakonnego i dostarczyła niemałych emocji przy rozwiązywaniu zagadkowego morderstwa mnicha... a może kilku mnichów? a może to wcale nie było morderstwo?

Tytuł: Imię Róży
Tytuł oryginalny: Il nome della rosa
Autor: Umberto Eco
Tłumaczenie: Adam Szymanowski
Ilość stron: 577
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Pewnej listopadowej nocy na początku XIV wieku do włoskiego opactwa benedyktynów przybywa minoryta Wilhelm wraz ze swoim podopiecznym Adso z Melku (który jest narratorem tej powieści). Ma on przygotować spotkanie legacji cesarza Ludwika Bawarskiego oraz Awiniońskiego papieża Jana XXII, na której rozprawiać mieli o ubóstwie Jezusa (Ludwik popierał Franciszkanów i twierdził, że Jezus żył w ubóstwie za to Jan utrzymywał, że Chrystus miał rzeczy na własność, nie był ubogi). Jednak w opactwie dzieją się dziwne rzeczy. W pozornie spokojnym miejscu zdarzył się niedawno wypadek. Opat prosi Wilhelma o rozwiązanie tajemnicy śmierci młodego mnicha, Aldemusa, którego znaleziono martwego u podnóży wzgórza.

W toku śledztwa na jaw wychodzą rożne skrywane przez lata tajemnice i niechęci, które nie łatwo będzie zgłębić szczególnie, że niektóre z nich mają związek z biblioteką, do której nikt, poza Bibliotekarzem, nie ma prawa wstępu. Opat nie będzie zbyt pomocny, a i mnisi nie będą bardzo chętni do udzielania wyjaśnień i odpowiadania na niewygodne pytania. Na nieszczęście, a może na szczęście, dochodzi do kolejnej tragedii, która niektórym rozwiązuje języki inni zaś jeszcze mocniej zaciskają usta, by nie zdradzić żadnych sekretów...

wtorek, 20 grudnia 2011

Mój dzień w książkach

Przeglądając kilka blogów natrafiłam na świetną zabawę zaproponowaną przez Lirael .

Zaczęłam dzień ze Świętoszkiem. W drodze do pracy zobaczyłam Portret Nieobecnej i przeszłam obok Dom Czarownic, żeby uniknąć Dżumy , ale oczywiście zatrzymałam się przy Czarnych Stopach. W biurze szef powiedział: Próba Krwii zlecił mi zbadanie Pamiętników Wampirów. W czasie obiadu z Królem Edypem zauważyłam Kolor Magii pod Cieniem Wiatru . Potem wróciłam do swojego biurka z Mozaiką Parsifala. Następnie, w drodze do domu, kupiłam Eden ponieważ mam Rok 1984Przygotowując się do snu, wzięłam Światła Września i uczyłam się Zdążać przed Panem Bogiem, zanim powiedziałam dobranoc Scarlett .


Wszystkich zapraszam do wspólnej zabawy :)

czwartek, 15 grudnia 2011

Czekoladowe "conieco" na rozgrzanie.

Mamy późną jesień, szybko robi się ciemno i popołudniami bardzo miło (i klimatycznie) jest usiąść z książką w ręku przy oknie i czytać w świetle lampki nocnej. Jednak jeszcze przyjemniej czyta się mrożący krew w żyłach kryminał czy historie miłosne powodujące u nas dreszczyk emocji, gdy możemy rozgrzać się popijając gorącą herbatką albo... CZEKOLADĄ!

Na osłodę przyjemnej lektury najwspanialsza w świecie czekolada. Nie jakieś tam zwykłe kakao (no może troszeczkę...) albo najpospolitsza kawa rozpuszczalna czy też herbatka z cytrynką tylko przepyszna mieszanka tego co w czekoladzie uwielbiamy, w formie płynnej.

Przygotowanie tego jakże pysznego napoju nie potrzeba dużo czasu ani składników:

kakao lub pół tabliczki czekolady
mleko
lody czekoladowe i/lub bita śmietana
polewa do lodów/wiórki kokosowe/cukiereczki

1. Na początek, wedle upodobania: kakao lub pół tabliczki czekolady rozpuszczone w gorącym mleku - napełnić około 3/4 kubka, w którym przygotowujemy napój.
2. Na wierzch, w celu przyrządzenia delikatnej i puszystej pianki, nakładamy lody czekoladowe - nie za dużo, nie za mało. Może być jedna gałka lub dwie, najlepiej rozdrobniona - szybciej się ogrzeje.
3. Jeśli mamy, możemy z wierzchu nałożyć bitą śmietanę, która utworzy nam kolejną, jeszcze delikatniejszą, warstwę pianki. Trzeba jednak pamiętać żeby bita śmietana nie wystawała ponad górną krawędź kubka, bo ogrzana wypłynie z naczynia.
4. Jako wykończenie naszego dzieła możemy naszą czekoladę (a właściwie jej piankę) polać z wierzchu polewą do lodów, posypać kakaem, wiórkami kokosowymi lub cukierkami albo dodać jakiś smakołyk, który otrzyma się na powierzchni i będzie cieszył nasz zmysł wzroku, a następnie smaku.

Nie jest to może odkrycie roku, ale smakuje wyśmienicie! Można pokombinować z polewami, rodzajem lodów i ich ilością, posypkami... Fani czekolady na pewno skuszą się na porcję tego gorącego napoju i przyrządzą go według własnych upodobań. Ja tym czasem życzę smacznego i uciekam do lektury Imienia Róży.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

"Światła września" - Carlos Ruiz Zafón

Moje drugie spotkanie z twórczością C. R. Zafóna wypadło, tak jak się tego spodziewałam, znakomicie. Światła września to książka, o której już od dawna słyszę same pochlebne opinie. Wypożyczyłam ją więc z biblioteki i dałam wciągnąć się w świat, który łączy ze sobą fikcję, fantazję oraz rzeczywistość.

Tytuł: Światła września
Tytuł oryginalny: Las luces de septiembre
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tłumaczenie: Katarzyna Okraska, Carlos Marrodan Casas
Ilość stron: 256
Wydawnictwo: MUZA

Franca, lata 30. XX wieku. Simone Sauvelle, po stracie męża, wraz z dwójką swoich dzieci, przeprowadza się z Paryża na wybrzeże Normandii. Zatrudnia się w posiadłości Cravenmoore należącej do Lazarusa Janna, fabrykanta zabawek, jako ochmistrzyni. Wraz z tą posadą otrzymuje mały, biały, uroczy Domek na Cyplu, w którym zamieszkuje z Irene i Dorianem.

W ogromnym budynku, jakim jest posiadłość Cravenmoore, zamieszkuje jedynie Lazarus z małżonką i pracująca u nich jako kucharka i pomoc domowa 16-letnia Hannah. Dziewczynka szybko zaprzyjaźnia się z Irene, która jest w podobnym wieku. Razem spacerują po plaży, zwiedzają małe miasteczko, dzielą się najnowszymi wiadomościami z miasteczka i wspaniale się bawią. Hannah przedstawia Irene swojego kuzyna Ismaela i od tamtej pory Ci dwoje stają się nierozłączni. Coś sprawiło, że stali się sobie bardzo bliscy. W tym samym czasie Dorian zdążył odkryć swoją nową pasję, którą stała się kartografia (codziennie siadał między tymi samymi skałami na nabrzeżu i szkicował mapy okolicy), a Simone zaaklimatyzowała się w dworze i przywykła do dziwnych rozporządzeń Fabrykanta zabawek. Wszystko zaczynało się układać, coś więc musiało się wydarzyć, by przerwać tę sielankę...

sobota, 10 grudnia 2011

Ruda Czarownica - Wilczyca!

Trwająca tysiąclecia walka pomiędzy Czarownicami Omar i Odish, potomkiniami Matki O, wreszcie się zakończy. Oto nadchodzi wybranka zapowiedziana przez jej proroctwo.

Seria: Wojna Czarownic
Tytuł: Klan Wilczycy
Tytuł oryginalny: El clan de la loba 
Autor: Maite Carranza
Tłumaczenie: Marcin Sarna
Ilość stron: 379
Wydawnictwo: Jaguar

"Pewnego dnia przybędzie ona, wybranka, potomkini Om." Tymi słowami Matka O zapowiedziała przyjście tej, która zadecyduje na zawsze o losach Czarownic. Tylko Ona będzie mogła dobyć berła i posłużyć się jego mocą, by zaprowadzić ład i porządek w świecie kobiet, w świecie rządzonym przez magię.

Selene jest piękna i nieobliczalna. Ma burzę rudych loków ("We włosach płomień będzie niosła...") okalających jej twarz, smukłą sylwetkę, długie nogi. Zwraca na siebie uwagę, bo to właśnie o niej mówi się, że jest wybranką. Jednak oprócz tego jest kochającą matką. Jej 14-letnia córka, Anaid, jest jej zupełnym przeciwieństwem. Mała, drobna, chuderlawa, nie brzydka, ale też nie śliczna. Są jak dwa przeciwne bieguny magnesu. Tak różne i tak bardzo poszukujące siebie nawzajem.

piątek, 9 grudnia 2011

Każdy chciałby zdążyć przed Panem Bogiem.

Tytuł: Zdążyć przed Panem Bogiem
Autor: Hanna Krall
Ilość stron: 138
Wydawnictwo: GAMMA

Hanna Krall w Zdążyć przed Panem Bogiem przedstawia historię powstania w Getcie Warszawskim. Na treść książki składa się krótki wywiad z Markiem Endelmanem, reportaż i opis. Wszystko w dość luźnej kompozycji, niechronologicznie, opowiedziane po to, by pamiętać. Żeby wiedzieć co się działo, poznać prawdę, a nie oceniać.

Cała książka jest zapisem rozmowy autorki i M. Endelmana, który jest szczery do bólu, aż nieprzyzwoicie szczery. Ale opowiada jak było, co działo się na prawdę. Bez kolorowania, bez upiększania albo dodawania komuś odwagi, której nie posiadał czy heroizmu, którym się nie wykazał. Opowiadał o życiu mówiąc o śmierci, o umieraniu "z fajerwerkiem". O postawie ludzi mieszkających w Getcie. Jak znosili myśl o śmierci i czy o niej w ogóle myśleli? Mówił, że nie zdawali sobie sprawy z tego, że wchodząc z chlebem do wagonów jechali na śmierć, a nie do pracy. O tym jak propaganda hitlerowska wpływała na życie codzienne.
Jego wspomnienia z czasów powstania przeplatają się ze stosunkowo niedawnymi przypadkami ze szpitala. Wszystko jednak do czegoś prowadzi, o czymś nam mówi. Zmusza do myślenia i do przyjęcia historii taką jaką jest - bez zmian.

Lektura jest całkiem przyjemna, bo można odnieść wrażenie, że uczestniczy się w rozmowie. Może nie łatwa i nie idzie zapamiętać wszystkiego, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby pamiętać!

czwartek, 8 grudnia 2011

Walutą stał się czas...

Pomysł, który pojawił się w mojej głowie był dość spontaniczny: pójść do kina. Ale na co? Nic ciekawego ostatnio nie reklamowali, na Przed Świtem iść nie chciałam... już w kinie zdecydowałyśmy się z moją współ-oglądaczką, że chcemy zobaczyć film akcji. Jedynym, który leciał w tej chwili, był Wyścig z Czasem.

Tytuł: Wyścig z czasem
Tytuł oryginalny: In Time
Gatunek: Thriller, Romans
Scenariusz i Reżyseria: Andrew Niccol
Rok produkcji: 2011
Produkcja: USA






Jest to historia świata, w którym walutą stał się czas. Ludzie przestawali starzeć się w wieku 25 lat, ale potem zostawał im tylko rok życia, chyba że udało im się zdobyć więcej czasu. W momencie, gdy na Twoim liczniku wyświetlało się trzynaście zer kończyła się Twoja ziemska egzystencja. Bogaci mogli żyć wiecznie, pozostali, w szczególności mieszkańcy strefy12 - tak zwanego Getta, żyli z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Umierali na ulicach w biały dzień, bo ich czas się kończył i nie można było go nigdzie dostać...

poniedziałek, 21 listopada 2011

Top 10: Największe wyciskacze łez!

Postanowiłam tym razem (w końcu!) wziąć udział w akcji "Top 10" organizowanej przez Futbolową. W tym tygodniu tworzymy listę dziesięciu największych wyciskaczy łez!

Nie będzie to może zbyt trudne w moim przypadku, ponieważ rozklejam się nad każdą czytaną książką. Problemem może stać się wybranie tych dziesięciu, przy których płakałam najbardziej. Ale do dzieła!



Tomek wśród łowców głów, Alfred Szklarski

Przeczytałam całą serię książek opisujących przygody młodego Tomka Wilmowskiego i na wszystkich wylałam morze łez. Jednak to właśnie podczas lektury tej części moje oczy cały czas były mokre od płaczu. Wszystko to za sprawą Sally, która ledwo trzymała się przy życiu.

  Taniec czarownic, Jessica Gregson

Poznajemy młodziutką Sari, która w chwili rozpoczęcia historii traci ojca. Traci również zainteresowanie ludzi z miasteczka, jest pozostawiona sama sobie. Dorasta, zakochuje się, z czasem jej problemy stają się coraz mniejsze. Jednak przewrotny los sprawia, ze traci swoją wolność i niezależność. Jest to walka kobiety o swoje! Nad jej troskami płakałam całe wieczory!

  Harry Potter i Zakon Feniksa, Joanne K. Rowling


Kto nie zna Harry'ego Pottera niech zapadnie się pod ziemię lub czym prędzej zabierze się za czytanie! Dlaczego jako "największy wyciskacz łez" wytypowałam akurat tą część z całej serii? Przecież to w ostatnie ginie najwięcej osób, z którymi byliśmy zżyci. Mimo to dla mnie największą tragedią była śmierć Syriusza. Gdy Ojciec Chrzestny Harry'ego w ułamku sekundy pożegnał się z żywymi łzy nie przestawały cieknąć mi strumieniami po policzkach!


  Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafón

Tajemnica, którą skrywa książka jest pełna smutku i żalu. Daniel, chłopiec, dzięki któremu poznajemy wszystkie sekrety i odpowiedzi na dręczące nas pytania, jest bardzo wrażliwy. Przeżywa wszystko bardzo mocno. Do tego dochodzą zdarzenia rozgrywające się w tle oraz poczynania, nieraz szaleńcze lub lekkomyślne, przyjaciół chłopca. Wszystko to sprawia, że odbieramy emocje bohaterów i sami możemy je poczuć.

  Oskar i Pani Róża, Eric-Emmanuel Schmitt


Jest to opowieść o umieraniu. O umieraniu, ale też o życiu, dorastaniu i zaufaniu. Czytamy listy 10cio letniego Oskara i razem z nim przeżywamy te ostatnie kilka dni jego życia, w ciągu których przechodzimy przyspieszony kurs dojrzewania. Wzruszająca i bardzo piękna historia. Zużyłam przynajmniej jedno opakowaniu chusteczek, a przecież opowieść liczy sobie zaledwie około 60 stron!


  Kamienie na szaniec, Aleksander Kamiński


Ta książka jest dowodem na to, że przy literaturze skupiającej się głównie na historii można płakać i płakać... Historia Alka, Rudego i Zośki znana jest każdemu, kto chociaż odrobinę interesował się tym, co działo się na lekcjach języka polskiego w gimnazjum. Ze swojej strony muszę dodać, że żywo interesowałam się zdarzeniami, które miały miejsce w książce z racji mojego hobby, jakim jest harcerstwo. Towarzysząc chłopcom podczas akcji sabotażowych, a potem również dywersyjnych nie mogłam wytrzymać napięcia i... po prostu rozklejałam się!

  Opowieści z Narnii, Clive Staples Levis


Narnia ma piękną historię. Piękną, ale równie tragiczną i usłaną wielkimi poświęceniami. Nie ma części, zawartej w tym zbiorze, w której nie popłynęłaby po naszym policzku choć łza. A prawda jest taka, że tracimy wiele łez przeżywając przygody wraz z bohaterami odkrywającymi ten inny świat. Szczególnie w części ostatniej, w której już na zawsze żegnamy naszych książkowych przyjaciół.

  My, dzieci z dworca ZOOKai Hermann, Horst Rieck


Tu cierpienie, żal i smutek  zlewają się w jedno. Do tego dochodzi jeszcze ból i głód. Życie Christiane F. jest jedną tragedią, która początek ma w narkotykach i kończy się również nimi. Czytając tą książkę płakały nie tylko moje oczy, ale także rozum i serce, bo jest to historia prawdziwa. Próbowałam zrozumieć jak można dopuścić do czegoś takiego i nie umiałam znaleźć odpowiedzi. Płakałam, bo nie potrafiłam zareagować w inny sposób. 


  Emilka ze Srebrnego Nowiu, Lucy Maud Montgomery


Na prawdę dawno czytałam Emilkę. To co utkwiło w mojej pamięci to fakt, że była to pierwsza książka, przy której pamiętam, że płakałam. Historia Emilki jest bardzo smutna - traci matkę, później ojca. Trafia do dalekiej rodziny, gdzie, chociaż wszyscy chcą dla niej jak najlepiej, nikt jej nie rozumie. Razem z Emilką pisałam listy, których nigdy nie wysłała, chodziłam do szkoły i biegałam po zielonej łące. Będzie mi towarzyszyć zawsze.


  13 Poprzeczna, Małgorzata Gutowska


Łzy podczas lektury tej książki mogą niektórych zadziwić. Dla mnie jednak są czymś oczywistym. Wyrażają emocje każdego rodzaju, ale moje łzy najczęściej spowodowane są tragedią lub ogromnym smutkiem. W tym przypadku najpierw płakałam nad losem jednej, a na końcu czterech dziewczyn. Najpierw dlatego, ze to co je spotykało w życiu było nie fair, potem dlatego, ze odnalazły szczęście.


Uff! Skończone! Ale nie spodziewałam się, że zajmie mi to tyle czasu i tyle miejsca! Cieszę się jednak, że zrobiłam taka listę - sama nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym czy płaczę czytając, czy też nie. I co właściwie wywołuje u mnie łzy. :)

piątek, 18 listopada 2011

"Scarlett" - Barbara Baraldi

Tytuł: Scarlett
Tytuł oryginalny: Scarlett
Autor: Barbara Baraldi
Tłumaczenie: Karina Buchardt
Rok wydania powieści: 2010
Ilość stron: 337

Po literaturze typowo życiowej, czyli z serii "mogło wydarzyć się na prawdę", przyszła pora na moment rozluźnienia i odwiedzenia świata nieco mniej rzeczywistego.Książkę zatytułowaną Scarlett wybrałam zupełnie przypadkowo szwendając się między półkami księgarni. Nigdy wcześniej nie słyszałam ani o autorce, ani o samej powieści. Nic dziwnego - jest to dopiero pierwsza książka tej autorki, wydana się na polskim rynku.

Od pierwszych stron wciągnęłam się w historię Scarlett - głównej bohaterki. Ma 16 lat, chodzi do szkoły, przeżywa pierwszą drobną miłość... Jednak tuż po zakończeniu roku szkolnego przeprowadza się z rodzinnego miasta Cremony do Sieny, gdzie ma zacząć naukę w nowej szkole. Świat wali jej się na głowę. Rozłąka z przyjaciółmi, z Matteo, który stał się dla niej ważny. Znamy jej myśli, bo narracja w książce jest pierwszoosobowa. W miarę upływu czasu zauważałam coraz więcej podobieństw między nami. Może, jak mówiła często poznana przez Scarlett Ganziana, mają na to wpływ gwiazdy. Była bardzo wrażliwa i wybuchowa za razem, uparta, kiedy czegoś bardzo chciała, umiała kochać, kochała czytać. Zaczęła się szkoła, a wraz z nią nowe przyjaźnie, nowe problemy. Wolne chwile Scarlett spędza w bibliotece, gdzie zawiera znajomość z Eduardo, bibliotekarzem. Szczególnie dużo kłopotów ma z chłopakami, którzy zaczynają się nią interesować. Głównie przez Umberto dochodzi do kilku nieporozumień. W końcu jednak Scarlett poznaje Michaela... I od tego momentu jej życie zmienia się diametralnie.


środa, 16 listopada 2011

"Kto zabił młodziutką Fordanserkę"? - pytanie do panny Marple

Tytuł: Noc w bibliotece
Tytuł oryginalny: The Body in the Library
Autor: Agata Christie
Tłumaczenie: Edyta Sicińska-Gałuszkowa
Rok wydania powieści: 1942
Ilość stron: 202

To było właśnie to, czego potrzebowałam! Kryminał - idealny gatunek literacki na chłodne jesienne wieczory, gdy na dworze wieje porywisty wiatr, a w domu czuje się przyjemne ciepło. Można zasiąść wygodnie przy oknie z kubkiem gorącego kakao i czytać, czytać, czytać... Przeanalizować dokładnie wszystkie poszlaki, które podsuwają nam bohaterowie książki i przekonać się, jakże marni jesteśmy jako detektywi w porównaniu do takich umysłów jak chociażby panna Marple.

Zanim zabrałam się za przeczytanie Nocy w bibliotece kilka razy widziałam ekranizację tego dzieła A. Christie, w której w główną rolę wcieliła się uwielbiana przeze mnie w tej kreacji Geraldine McEwan. Mam do filmów całkiem dobrą pamięć, dlatego nie od razu byłam tak entuzjastycznie nastawiona do czytania akurat tej powieści. Po prostu wiedziałam co się wydarzy. I tu spotkała mnie bardzo miła niespodzianka! Mianowicie mordercą okazał się kto inny... Ale nie będę uprzedzać faktów. Trzeba przeczytać i obejrzeć, żeby zauważyć tą różnicę. Niewielką, trzeba przyznać, ale to zawsze jakaś odmiana.


wtorek, 15 listopada 2011

Nowości raz proszę!

Czytanie Marzeń i koszmarów Kinga nie idzie mi zbyt dobrze. Chociaż pierwsze dwa opowiadania zawarte w pierwszej części zbioru podobały mi się, to kolejne nie zyskały już mojej sympatii. Chwilowo więc odłożyłam lekturę tej książki i postanowiłam przeczytać jakiś dobry kryminał. Udałam się z wizytą do pobliskiego Matrasa z zamiarem kupienia jakiegoś dzieła A. Christie... Niestety księgarnie działają na mnie w dość specyficzny sposób i już po chwili lawirowałam między półkami przyglądając się innym książkom.


Zamiast przeznaczonych na książki 20 złotych wydałam około 40. Dla mojego portfela to spora różnica. Teraz już nic w nim nie ma. Ale nie żałuję swojej decyzji. Bardzo cieszę się, że oprócz Nocy w Bibliotece A. Christie zakupiłam również Scarlett B. Baraldi. Coś ostatnio ciągnie mnie do nadzwyczajnych zjawisk i romansów nastolatek. Szczególnie teraz, bo wciągnęłam się w serialową wersję Pamiętników Wampirów, a kolejny odcinek będzie emitowany dopiero w styczniu. Jakoś trzeba będzie przetrzymać ten okres... Widma w mieście Breslau znalazły się w moim stosiku ze względu na dość dobrą rekomendację. :D

Zaraz biorę się za czytanie!
Pozdrawiam :))

piątek, 14 października 2011

Sensacja według Ludluma, czyli "Mozaika Parsifala"

Tytuł: Mozaika Parsifala
Tytuł oryginalny: The Parsifal Mosaic
Autor: Robert Ludlum
Tłumaczenie: Filip R. Piotrowski
Rok wydania powieści: 1982
Ilość stron: 575

Kolejny raz miałam przyjemność przeczytać mistrzowską powieść Roberta Ludluma. Intrygi i tajemnice, agenci rządowi, tajne operacje, dokumenty, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, zdrajcy, szaleńcy i głęboko zakonspirowani agenci wrogich państw. To wszystko i wiele więcej odnalazłam na 575 stronach Mozaiki Parsifala.

Bohaterem, któremu towarzyszymy od pierwszych stron książki, jest Michael Havelock, a właściwie Michaił Havlicek, amerykański agent czeskiego pochodzenia. Postanawia odejść ze służby, gdy dowiaduje się, że Jenna Karas, jego partnerka za równo w pracy jak i w życiu, jest zdrajczynią pracującą dla KGB. Michael jest świadkiem jej śmierci. Oszołomiony, przygnębiony składa rezygnację i próbuje rozpocząć nowe życie. To jednak na nic, bo pewnego dnia widzi Ją na dworcu całą i zdrową.


W pewnym momencie przenosimy się do Białego Domu, oddalonego od Michaela i jego problemów o kilka tysięcy kilometrów. Mimo odległości kwestie poruszane w podziemiach budynku są bardzo powiązane z Havelockiem i jego sprawami. Pozornie wydaje nam się, że te dwie sprawy nie mają ze sobą związku, bo co wspólnego ma zdradzony agent z tajemniczym Parsifalem, który pragnie doprowadzić do wojny atomowej między USA, a ZSRR I ChRL? Okazuje się, że całkiem sporo.

Kluczem do rozwiązania tajemniczej zagadki jest Dylemat, który w kluczowym momencie zaczyna mieszać się do sprawy. To za jego przyczyną giną kolejni związani ze sprawą ludzie, wszystkie plany rozpadają się w drobny mak, a Michaił żyje w ciągłym stresie.

Mozaika Parsifala jest wielowątkową powieścią. Oprócz zdarzeń rozgrywających się w tym  czasie, powracamy czasem do przeszłości Havelocka i poznajemy jego dzieciństwo, dowiadujemy się przez co przeszedł i dlaczego jest tym kim jest. Każdy bohater ma swoją historię, każdy jest prawdziwy, jeśli tak można powiedzieć o postaci książkowej. Życie niektórych jest wręcz nieprawdopodobne, inni wiodą żywot jak najbardziej normalny, nie odbiegający od normy, patrząc z perspektywy wykonywanego zawodu. Nie mogą jednak stać się obojętni na to co dzieje się wokół nich: spiski, tajne operacje, rozkazy, które zostały wydane i potwierdzone, ale nikt się do nich nie przyznaje, wtyczki, podwójni agenci...

Z tym wszystkim spotkałam się czytając kolejną znakomitą książkę Roberta Ludluma. Pełna napięcia i emocji, naszpikowana tajemnicami, między którymi znajduje się nie znany nikomu Parsifal, z mnóstwem nagłych zwrotów akcji. Napisana w narracji trzecioosobowej w tak wspaniały sposób, żeby czytelnik o krok wyprzedzał bohaterów Mozaiki Parsifala. Zabieg ten spowodował, że znałam niebezpieczeństwa czyhające na bohaterów, a dreszcz emocji pojawiał się na moich plecach w momencie, w którym niczego nieświadomi pakowali się pułapkę.

Znakomita powieść sensacyjna dla wszystkich uwielbiających ten rodzaj literatury oraz tych, lubiących dreszczyk emocji.

poniedziałek, 10 października 2011

Antyczna telenowela czyli "Król Edyp"

Tytuł: Król Edyp
Autor: Sofokles
Przekład: Kazimierz Morawski

Takiego scenariusza nie powstydziłaby się żadna brazylijska telenowela! Już w około 430 roku p.n.e. Sofokles stworzył pierwowzór dzisiejszych seriali.

Ale tak na serio, Król Edyp to tragedia jakich mało! Większość życia głównego bohatera usiana jest tajemnicami i tragediami. Wszystko wiąże się ze strasznymi wróżbami wyroczni: Syn zabije Ojca i poślubi jego Małżonkę, a swoją Matkę. Aby uniknąć takiej sytuacji Syn zostaje okaleczony i porzucony w górach. Jednak los zsyła człowieka, który go odnajduje i daruje mu nowe życie. Tak oto klątwa wypełni się.

Może tragedie antyczne nie należą do moich ulubionych gatunków literackich, ale podoba mi się tło ich akcji: nawiązania do mitologi są jedną z tych rzeczy, które w Królu Edypie, oraz czytanej wcześniej przeze mnie Antygonie, uwielbiam. Bogowie Olimpijscy tak nadludzcy w swej mocy, a jednak tak ludzcy w swych postępowaniach: raz zsyłają klęski, a raz niewyobrażalne powodzenie i bogactwa na ludzi zamieszkujących ziemię.

Oczywiście specyficznego charakteru nadaje temu utworowi fakt, iż jest on dramatem: podział tekstu na role, didaskalia, występujący Chór. Nic dziwnego, bo Król Edyp w czasach starożytnych był wystawiany w Grecji podczas świąt Apollina (nie zjedzcie mnie, jeśli okaże się, że były to święta innego greckiego boga!). Grany od świtu do zmierzchu wciąż w tej samej scenerii, ale ze zmianą bohaterów na scenie. Niósł ze sobą przesłanie do ówczesnych ludzi: bójcie się bogów, przeznaczenie jest największą potęgą! Ale także przestrzegał przed popełnianiem przestępstw różnorakich, oraz przedstawiał inne cenne rady.

Mitologia ma to do siebie, że została przez nas przyswojona bardzo mocno i dziś cały czas mamy z nią kontakt. Powiedzenie kompleks Edypa, lub w wersji żeńskiej kompleks Jokasty znane jest chyba każdemu. Ten przykład obrazuje to jak dużo czerpiemy z innych kultur: ich tradycji czy literatury. Mity zachwycają, a tym bardziej historie, które rozgrywają się z nimi w tle.

poniedziałek, 3 października 2011

"Zemsta Łazarza" - Robert Ludlum

Seria: Tajne Archiwa
Tytuł: Zemsta Łazarza
Tytuł oryginalny: The Lazarus Vendetta
Autor: Robert Ludlum
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Rok wydania przez wyd. Amber: 2006
Ilość stron: 296

Nie od dziś mi wiadomo, że Robert Ludlum jest mistrzem sensacji, ale po przeczytaniu Zemsty Łazarza przekonałam się o tym po raz kolejny. Wcześniej z twórczością tego autora spotkałam się czytając Trylogię o losach Jasona Bourne'a i już wtedy bardzo spodobał mi się jego styl. W jego książkach tajemnica goni tajemnicę, każdy uwikłany jest w jakiś spisek lub intrygę, dobrzy bohaterowie nie koniecznie mają szlachetne zamiary, a źli okazują się jeszcze gorsi niż przypuszczamy.

W Zemście Łazarza śledzimy losy pułkownika Smith'a. Jest lekarzem, wojskowym i agentem najtajniejszej z tajnych organizacji rządowych - Tajnej Jedynki, która podlega bezpośrednio prezydentowi. Smith nadzoruje postępy badań nanotechnologicznych w jednym z laboratoriów instytutu Tallera. W tym samym czasie, na całym świecie swoje działania prowadzi Ruch Łazarza - organizacja, która rząda zakazania badań nanotechnologicznych i przywrócenia naturalnych sposobów uprawy ziemi oraz eksploatowania jej zasobów. Jednak tuż przed planowanym przyjazdem prezydenta do instytutu, gdzie miał złożyć podziękowania grupie badaczy, którzy odkryli sposób leczenia raka, Ruch Łazarza przygotowuje wiec. Dochodzi do wtargnięcia na teren budynku, po którym następuje seria tajemniczych zdarzeń. Wybuchy w laboratoriach, śmierć kilku tysięcy pikietujących działaczy Ruchu. Odpowiedzialnością za ten atak wszyscy obarczają rząd Stanów Zjednoczonych. Kto na prawdę stoi za tymi wydarzeniami, jakie są prawdziwe cele Ruchu Łazarza i jak je powstrzymać? Tego wszystkiego musi się dowiedzieć Smith.

Intrygi, tajemnice i spiski ciągną się już od Zimbabwe aż po USA, Francję... dotykają krajów na całym świecie. Czy Smith odkryje kto za tym wszystkim stoi? Kto przyjdzie mu z pomocą i czy pomoc ta przyniesie jakieś korzyści? Odpowiedzi na te i wiele innych intrygujących pytań znajdziecie w książce Roberta Ludluma Zemsta Łazarza.

Obecnie, w czasie choroby, podczas siedzenia w domu i uczenia się kolejnych wzorów na fizykę, świat tajnych agentów, zadań specjalnych i międzynarodowych spisków jest bardzo przyjemną odskocznią. Od małego uwielbiam filmy o agencie Brytyjskiego MI-6 Jamesie Bondzie, filmy sensacyjne i filmy akcji. Powodują u mnie dreszczyk emocji, ale także pozwalają samodzielnie pomyśleć nad kawałkami układanki i rozwiązaniem zagadki zanim uda się to głównemu bohaterowi. Książki sensacyjne, przynajmniej te, które do tej pory czytałam, gwarantują dokładnie to samo, a nawet więcej. Wszystkie nawet najdrobniejsze szczegóły mogą mieć ogromne znaczenie dla obrotu sprawy. Każde wypowiedziane słowo, otrzymana wiadomość... Zawsze marzyłam o tym żeby zostać szpiegiem, ale to wygląda pięknie tylko w książkach i właśnie dlatego zaczytuję się nimi kiedy tylko mogę.

Serdecznie polecam wszystkim Zemstę Łazarza, jak i inne książki R. Ludluma: Tożsamość, Krucjata i Ultimatum Bourne'a oraz Mozaikę Parsifala, którą właśnie czytam. Jak i wszystkie inne, do których mam zamiar się dobrać. :)

sobota, 1 października 2011

"Dżuma" - Albert Camus

Tytuł: Dżuma
Tytuł oryginalny: La peste
Autor: Albert Camus
Tłumaczenie: Joanna Guze
Rok wydania powieści: 1947
Ilość stron: 191

Długo zastanawiałam się jak zacząć recenzję Dżumy. Ostatecznie stwierdzam jednak, że streszczanie jej czy opowiadanie o wydarzeniach, które miały tam miejsce jest bez sensu. Książka napisana przez Alberta Camus'a jest na prawdę świetna! Czytało mi się ją ciężko, ale sama fabuła, bohaterowie i nastrój odpowiadały mi. Nie jest to typowa powieść o epidemii czy kataklizmie dotykającym społeczeństwo. Dżuma ma swoje drugie dno.

Dżuma została wydana w 1947 roku, krótko po zakończeniu II Wojny Światowej. Nastój panujący w książce odpowiada nastrojom panującym w tamtym czasie. Dowiedziałam się na lekcji polskiego, że Dżuma jest powieścią paraboliczną: za pomocą "czegoś" mówi o "czymś innym". Autor na przykładzie miasta odizolowanego od świata z powodu choroby przedstawia nam życie mieszkańców gett, ludzi chorych, samotnych, a także zdrowych i obojętnych na krzywdy innych. Każdy z bohaterów powieści Alberta Camus'a jest odpowiednikiem pewnego typu ludzi. Mamy doktora Rieux, który poświęca się całkowicie pomocy chorym, ale mamy także Cottarda, któremu na rękę jest epidemia, bo dzięki niej wzbogaca się na nielegalnym handlu.

Jest to powieść bardzo ciekawa. Obraz ukazujący chorobę i zachowanie ludzi jest realistyczny, odzwierciedla uczucia targające współobywatelami zamieszkującymi Oran. Za równo ta odsłona opowieści, jak i ta mówiąca nam podświadomie o tragedii wojny, jest niezwykle interesująca, wciągająca i pouczająca.

Mimo wszystko poczekałabym z czytaniem Dżumy jeszcze kilka lat, ale co zrobić? Była to moja lektura, więc nie wypadało powiedzieć - "przepraszam, przeczytam w 3. klasie, a nie w pierwszej, bo sądzę, że tak będzie lepiej i zrozumiem więcej."

Już kolejny "come back"!

Od ponad miesiąca nie udało mi się tu zawitać. Nie miałam żadnych motywacji, ani też konkretnego powodu - aż strach się przyznać, ale podczas ostatnich tygodni wakacji i września nie przeczytałam ani jednej książki! Nie licząc Dżumy, która jest moją lekturą.

Teraz postanowiłam nadrobić zaległości - przez weekend będę plackiem leżała w łóżku z kołdrą pod samą brodę, bo dopadło mnie wstrętne przeziębienie! Już zabrałam się za czytanie Zemsty Łazarza, napisanej przez Ludluma. Mam nadzieję, że uda mi się ją skończyć i zacznę czytać kolejną książkę zanim zwali się na mnie kolejna porcja prac domowych i sprawdzianów z wszystkich możliwych przedmiotów.

Co robiłam w czasie tego miesiąca, ze  nie znalazłam ani chwili na czytanie? Dobre pytanie. Powinnam się nad tym trochę zastanowić i kolejny miesiąc zaplanować tak, żeby udało mi się wygospodarować czas dla książek. Będzie to taka odskocznia między liczeniem prędkości mijających się pociągów i uczeniem się chemicznej budowy aminokwasów. :D

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Bawią, śmieszą i mądrze prawią... :)

O kim mowa? Oczywiście o książkowych bohaterach!
     - Hola! - zawołacie. - Jak to? To przecież sprawka autora, że takie, a nie inne zdanie, wypowiedziała jedna z postaci!
No właśnie - to za sprawą autora ten i ów mądre rzeczy prawi. Czasem uraczy nas zabawną historyjką, a innym razem, całkiem poważnie, opowie o bólu i smutku. Są to wskazówki wartościowe, którymi powinniśmy się kierować lub chociaż je zapamiętać.

Właśnie dlatego wymyśliłam coś. Nie wymagało to ode mnie specjalnej kreatywności, bo często na różnych stronach pojawiają się takie gadżety czy aplikacje, ale nie znalazłam tego nigdzie, wędrując po przeróżnych blogach. Chodzi mi oczywiście o cytaty. O małe, dodatkowe okienko na złotą myśl. Tak, owszem, pojawiają się w notkach i recenzjach książek, ale często jako mały dodatek. Nie są specjalnie wyróżnione dlatego nie zwracamy na nie tak dużej uwagi, jaką moglibyśmy im poświęcić. Oczywiście dla każdego co innego będzie wartościową wskazówką, ale niektóre myśli, przekazywane nam na stronicach książek, są uniwersalne.

Może ktoś z Was pójdzie moim, niknącym we mgle, śladem i zamieści, lub wyróżni,  raz, czy dwa jeden cytat z książki, którą obecnie czyta lub taki, który zapadł głęboko w pamięci, w dodatkowym okienku. Może dzięki temu ktoś inny postanowi sięgnąć po tą książkę, a może okaże się to świetnym sposobem na poprawienie humoru!

Tak czy inaczej, zachęcam bardzo do wynajdywania złotych myśli w każdej czytanej książce. :)

***

Na koniec jeszcze coś na poprawę humoru, bo ostatnio oglądam sporo kabaretów :) :



I o literaturze powszechnej:

sobota, 13 sierpnia 2011

"Cień wiatru" - Carlos Ruiz Zafón

Tytuł: Cień wiatru
Tytuł oryginalny: La Sombra del Viento
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tłumaczenie: Beata Fabjańska-Potapczuk; Carlos Marrodán Casas
Rok wydania powieści: 2001
Ilość stron: 515

To na prawdę niesamowite uczucie czytać książkę z zapartym tchem i wraz z bohaterami przeżywać ich emocje: płakać, kiedy oni płaczą i śmiać się, kiedy na ich twarzach pojawia się uśmiech. Właśnie tak czułam się czytając Cień wiatru. Nie mogłam oderwać się od lektury, podczas której wtapiałam się w świat tajemnic, intryg i... książek! Oprócz tego niesamowity klimat Barcelony nakreślony mistrzowskim piórem autora. To właśnie na styl i kwiecisty język używany przez C. R. Zafón'a zwróciłam uwagę na początku i zakochałam się w nim bez granic.

Każdy z nas marzy o poznaniu wielkiej tajemnicy i przeżyciu wspaniałych przygód. Dziesięcioletni Daniel nie wiedział co go czeka, gdy pewnego dnia ojciec zaprowadził go na Cmentarz Zapomnianych Książek... W niezwykły sposób losy chłopca zaczęły przeplatać się z losami autora ksiązki, którą znalazł w tym zapomnianym przez prawie wszystkich miejscu. Poszukując informacji o Julianie Caraksie, o jego życiu i twórczości, Daniel wplątał się w pajęczynę kłamstw, głeboko skrywanych tajemnic, mrocznych sekretów i intryg knutych przez lata. Nie wiedział, że im bardziej zbliża się do odkrycia prawdy tym większe zagrożenie czycha na niego i jego bliskich. Jest to również historia o dorastaniu, o miłości i poszukiwaniu celu w życiu, jak i o przyjaźni: bezgranicznej i tej uwarunkowanej przez różne sytuacje.

Cień wiatru to powieść, która zabiera nas do XX wiecznej Barcelony, powoli podnoszącej się po wojnie domowej w Hiszpani. Mamy więc akcent historyczny, pozwalający nam wczuć się w klimat historii Daniela i zrozumieć zachowania ludzi, którzy przewijają się przez karty książki. Sama Barcelona opisana jest przepięknie i tak barwnie, że wystarczy zamknąć oczy żeby wyobrazić sobie długie wąskie aleje i strzeliste katedry pokryte blaskiem słońca. Zafón uraczył nas ciekawymi opisami miejsc i sytuacji oraz wspaniałymi, wyczerpującymi dialogami nadającymi akcji tempa. Opowiadał historię, systematycznie dodając do niej kolejne wątki. Na początku nie było widać związku pomiędzy nimi, ale, w miarę jak kolejne szczegóły zaczynały się pojawiać, wątki łączyły się ze sobą i tworzyły spójną, harmonijną całość. Ksiązka pochłonęła mnie całą od pierwszej do ostatniej strony.

Przez całą książkę przewijają się poeci, bibliotekarze i literaci. Są to postaci osobliwe, z charakterem, inteligentne i wzbogacone o to wszystko, co z książek wyczytały. Same książki, w ten czy inny sposób, odgrywają wielką rolę w tej historii, a ściany bibliotek są świadkami miłości, sekretów i zaufania.

Muszę dodać, że moim ulubionym, choć nie najważniejszym, bohaterem stał się Fermin Romero de Torres. Potencjalnych czytelników nie uświadomię w odgrywanej przez niego roli, ale przytoczę kilka cytatów, które sprawiły, ze zawładnął moim sercem. Często rozmawiał z Danielem o kobietach: o tym jak z nimi rozmawiać, obchodzić się i co w nich kochać:
- "Kobiety (...) obdarzone są znacznie większą inteligencją niż my, a przynajmniej są bardziej szczere wobec samych siebie względem tego, czego naprawdę chcą, a czego nie chcą. Inna sprawa, czy komuś o tym mówią."
- "Jak wywodzi nam Freud, kobieta pragnie czegoś wręcz przeciwnego, niż myśli lub mówi..."
- "Serce niewiasty to labirynt subtelności, stanowiący wyzwanie dla szulerskiego umysłu prostackiego samca. Jak chce pan naprawdę zdobyć kobietę, musi pan zacząć myśleć jak ona, a rzecz pierwsza to zdobycie jej duszy. Cała zaś reszta, owo słodkie i miekkie odurzenie, które rozum odbiera i prawość, przychodzi samo."

Dzięki tym cytatom Fermina, wspaniałemu językowi, którym posługiwał się Carlos Ruiz Zafón, tłumaczom biegle posługującym się przepięknym językiem polskim, oczywiście dzięki wspaniałej fabule i klimatowi oceniam Cień wiatru na piękne 6 i wszystkich zachęcam do przeczytania! :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Jadwiga Stępieniowa - My z Szarych Szeregów

Tytuł: My z Szarych Szeregów - opowieści z lat wojny
Autor: Jadwiga Stępieniowa
Rok wydania: 1985
Ilość stron: 265

Książka ta trafiła do mnie przez zupełny przypadek. Pewnego dnia, kiedy zabraliśmy się za przenoszenie rzeczy z naszego drużynowego schowka do piwnicy, znalazło się kilka starych książek, dawno przez nikogo nie czytanych. Nie namyślając się długo przygarnęłam je do siebie. Wszystkie były o tematyce wędrowniczej, harcerskiej lub szaroszeregowej. Wśród nich znalazła się właśnie książka Jadwigi Stępieniowej My z Szarych Szeregów... . Jadwiga Stępieniowa, przedwojenna harcerka, pabianiczanka, spisała już po wojnie wspomnienia wielu działaczy szaroszeregowych, którzy mieszkali w Pabianicach. Zgrabnie ujęła je w jedną całość i wydała w formie powieści. Często uzupełnione są notatkami spisanymi przez bohaterów jeszcze w czasie okupacji.

Całą historię poprzedza wstęp pani Stępieniowej, w którym przedstawia nam zarys sytuacji w Pabianicach przed wojną oraz pisze co zmotywowało ją do spisania i wydania wspomnień harcerzy działających czynnie w Szarych Szeregach. Sama powieść podzielona jest na czternaście rozdziałów, w których zdarzenia następują po sobie chronologicznie. Tak więc poznajemy całą historię pabianiskiego podziemia od września 1939 roku do zakończenia okupacji miasta przez Rzeszę. Oprócz harcerzy w działalności tej biorą udział oczywiście żołnierze "Związku Walki Zbrojnej" (ZWZ), które zmienia potem nazwię na "Armia Krajowa" (AK) oraz rodziny bohaterów, które często wiedziały o nielegalnej działalności synów czy córek. Ich los często splata się ze sobą. Harcerze z Szarych Szeregów wykonują zwiady, śledzą patrole niemieckie, a potem składają raport, który trafia następnie do hufca i dalej do Kwatery Armi Krajowej. Niektórzy funkcyjni z hufca pabianickiego obejmowali również ważne stanowista w Kwaterze ZWZ. Organizacje te współdziałały ze sąbą i odnosiły z tego obupólne kożyści.

Tak przedstawia się ogólny zarys powieści My z Szarych Szeregów... . Jadwiga Stępieniowa opisała ze szczegółami formowanie się pierwszych samodzielnych, tak zwanych "dzikich", grup młodzieży oraz formacji wojskowych, a następnie zrzeszanie się ich w jednolite organizacje. Przedstawia historię bohaterów wojennych, ich rodzin oraz znajomych. Po kolei poznajemy nowych członków Szarych Szeregów, którzy dołączają i zasilają szeregi harcerzy podczas trudnych dla Polaków lat okupacji niemieckiej. Zaznajamia też nas z ich działalnością, zadaniami, które wykonywali z poświęceniem własnego życia oraz marzeniami i planami na przyszłość. Jednak wielu z nich nie mogło tych planów zrealizować, z powodu poświęcenia i śmierci, która następowała tak nagle. Mimo ciągłych obserwacji okupantów, łapanek, wywozów itp. udało się przeprowadzać i koordynować działania wywiadowcze, nasłuchy radiowe oraz naukę na tajnych kompletach. Chociaż ludzie wciąż żyli w niepewności "co będzie jutro" potrafili żyć nadzieję, że "jutro wojna się skończy", że uda im się odzyskać wolność. Jednak dużo czasu minęło, dużo ludzi zginęło i zostało przesiedlonych zanim udało się uwolnić spod okupacji Rzeszy.

Książka jest napisana zupełnie inaczej niż powieści Aleksandra Kamińskiego, który również pisał o Szarych Szeregach. Akcja rozgrywa się na mniejszym terenie, nie przewija się przez tę historię aż tak wielu ludzi, dlatego możemy każdego poznać. Bliższe stają się nam zakamarki uliczne i hale fabryczne, w których pracują harcerze z Pabianic. Uważam, że powieść J. Stępieniowej jest równie świetna jak Kamienie na Szaniec dlatego warto ja przeczytać. Opowiada o równie bohaterskich wyczynach młodych ludzi oraz o odwadze, poświęceniu i przywiązaniu do ojczyzny. Oprócz tego bardzo klarownie przedstawia nam sytuację w tej części okupowanej Polski. Warszawa, opisywana przez A. Kamińskiego, leżała w centrum Generalnej Guberni, zaś Pabianice w Kraju Wart, z którego Niemcy chcieli uczynić wzorcowy obszar, w którym Polacy byliby tylko robotnikami u Niemieckich Panów. Myślę, że właśnie to wpłynęło na nieco inny klimat tej powieści.

Jednym z powodów, dla których zabrałam się za czytanie tej książki, jest moja próba na stopień pionierki. Muszę przeczytać kilka książek o tematyce harcerskiej, a potem przedstawić je na zbiórce i powiedzieć dlaczego warto było je przeczytać, co mi dały itp. Myślę, że w przypadku powieści Jadwigi Stępieniowej nie będę musiała długo zastanawiać się nad odpowiedzią na te pytania. Po pierwsze czuję dumę, że mogę, jak bohaterowie książki My z Szarych Szeregów... nazwać się harcerką. Jestem pełna podziwu i wielkiej wdzięczności dla tych ludzi, którzy poświęcając własne życie walczyli o wolność i o Polskę. Jeszcze bardziej podziwiam zapał instruktorów, którzy wszystkim kierowali - zapewnili młodzieży naukę w tak trudnych czasach oraz dali nadzieję na lepsze jutro. Są dla mnie bohaterami i wzorami do naśladowania. Symbolizują pewne ideały - nie tylko harcerskie. Uważam, że nasladowanie ich lub branie z nich przykładu, szczególnie podczas życia w wolnej Polsce, przynieść moze duże korzyści dla wszystkich. Godny szacunku i naśladowania jest ich zapał, odwaga, obowiązkowość, wiedza, poświęcenie i kierowanie się ideałami.

Serdecznie polecam książkę wszystkim. Najbardziej oczywiście harcerzom, tym trochę starszym i tym ciut młodszym, młodzieży, która pasjonuje się historią, a szczególnie II Wojną Światową oraz wszystkim tym, których opuściła nadzieja lub uważają, że jest im źle.

Przeczytane w ramach wyzwania:

czwartek, 14 lipca 2011

Wakacji c. d.

Wracam po dwóch tygodniach - jak obiecałam. Jednak nie z kolejną recenzją, a z zapowiedzią kolejnej dwutygodniowej nieobecności. Tym razem jadę już nie tak daleko, bo nad morze, do Szklanej Huty. Może teraz, nie chodząc całymi dniami z plecakiem, znajdę czas aby coś przeczytać. : )






Beskid Żywiecki.
Gorące pozdrowienia - Duch Wędrowca :)

sobota, 2 lipca 2011

Wakacyjnie!

Wszystkich serdecznie witam i przy okazji wakacyjnie pozdrawiam :)

Dziś w nocy mam pociąg, który zawiezie mnie w góry, na wspaniały obóz. Tak więc przez najbliższe dwa tygodnie ( a może nawet dłużej ) będzie tu pusto. Postaram się w podróży przeczytać kilka książek, ale czasu mogę nie mieć dużo.

Życzę udanych wakacji i do zobaczenia!

piątek, 1 lipca 2011

"Śmiertelna klątwa i inne opowiadania" - Agatha Christie

Tytuł: Śmiertelna klątwa i inne opowiadania
 Tytuł oryginalny: Miss Marple's Final Cases
 Autor: Agatha Christie
 Tłumaczenie: Agnieszka Bihl
 Rok wydania powieści: 1979
 Ilość stron: 106

Śmiertelna klątwa... to zbiór opowiadań zawierający osiem krótkich historii. W sześciu z nich osąd w sprawie wydaje panna Murple, jednak ostatnie dwie są wyjaśnione są bez jej pomocy. Każde opowiadanie jest inne, jak litery w alfabecie. Mamy więc do czynienia z morderstwem, poszukiwaniem "skarbu", kradzieżą, niewyjaśnioną historią sprzed lat, przywidzeniami, i tajemniczymi, nawiedzonymi staruszkami.

Zaczytałam się ostatnio w powieściach Christie, są świetne, a lektura Śmiertelnej klątwy... nie zajęła mi dużo czasu - dosłownie jeden wieczór. Czytało się  bardzo szybko i przyjemnie. Uwielbiam styl pisania Agathy Christie i jej niesamowite pomysły oraz stworzoną przez nią postać panny Marple. Nad rozwiązaniami niektórych zagadek policja i czytelnik głowi się długo, a mała, niepozorna Marple odgaduje prawdę już po krótkiej chwili. Zazwyczaj przypomina sobie historię jakiegoś dalekiego krewnego, który był podobny do ofiary czy sprawcy całego zamieszania i już za chwilę dokładnie wie co się stało.

Na ten króciutki zbiór składa się osiem historii: Azyl - historia morderstwa, Dziwny żart - opowieść o poszukiwaniu spadku schowanego przez starego wuja, Narzędzie zbrodni - o tym, jak niepozorna, mała rzecz może okazać się bardzo ważna dla sprawy, Śmiertelna klątwa - to opowiadanie o strachu, chciwości i zabójstwie, Idealna służąca - przedstawienie, które zostało idealnie wyreżyserowane oraz Opowiadanie panny Marple, czyli opowieść o nieuwadze i przebiegłej sztuczce. Są to sprawy, nad których rozwiązaniem trudziła się panna Marple. Oprócz tego mamy też dwie inne historie: Lalka krawcowej i Mroczne odbicie. Historie dość tajemnicze...

Polecam wszystkim wielbicielom kryminałów i twórczości Agathy Christie oraz tym, którzy mają mało czasu, lub potrzebują krótkiej książki dla rozluźnienia.

czwartek, 30 czerwca 2011

"Życie i czasy Michaela K." - J. M. Coeztee

Tytuł: Życie i czasy Michaela K.
Tytuł oryginalny: Life and Times of Michael K.
Autor: John Maxwell Coetzee
Tłumaczenie: Magdalena Konikowska
Rok wydania powieści: 1983
Ilość stron: 213

Coetze napisał świetną książkę o trudzie życia człowieka wolnego, jako jednostki, podczas wojny. Opowiedział nam historię Życia i czasów Michaela K., który po wybuchu wojny w Południowej Afryce postanowił wyjechać z Matką na wieś, na której spędziła dzieciństwo. Kieruję się chęcią uwolnienia od miejskiego zgiełku i również troską o zdrowie Matki, bowiem rozpoczęcie wojny zbiegło się w czasie z jej chorobą. Michael nie jest zbyt bystry, ale za to zaradny. Pieniądze, które otrzymał z wypłaty za pracę w Ogrodzie odkłada na wyjazd do Prince Albert. Jednak aby opuścić Przylądek nie wystarczy jedynie bilet z miejscówką - trzeba jeszcze mieć przepustki. Na te trzeba czekać długo, a może nawet wtedy nie zostaną przesłane. Michael szybko się o tym przekonuje i postanawia wywieść Matkę z Kapsztadu na własną rękę. Pakuje ją na zbudowany dla niej wózek, zabiera walizkę i rusza w drogę. Jednak podczas podróży czeka ich mnóstwo trudności - muszą spać na zimnej ziemi, chować się, gdy przejeżdża konwój wojskowy... Matka K. szybko się męczy i zaczyna chorować jeszcze bardziej. Michael zabiera ją do szpitala, gdzie umiera.

W tym momencie życie Michaela zmienia się. Nie planuje on jednak powrotu do miasta lecz kieruje się dalej do farmy ze wspomnień Matki. Porzuca wózek i walizkę - trzyma przy sobie jedynie portmonetkę i gruby, czarny płaszcz dla ochrony przed zimnem. Udaje mu się odnaleźć farmę i tym czasowy spokój. Jednak bieg wypadków zmusza go do pozostawienia dogodnego schronienia i ucieczki w góry. Michael zaczyna żyć wyłącznie z plonów Ziemi. Nie oczekuje niczego od ludzi, a nawet od nich ucieka...

Wielkim plusem tej książki jest tempo akcji. Coetzee nadał wypadkom dość szybki bieg, ale dzięki temu cały czas coś się działo. Opowieść pochłaniała mnie z minuty na minutę. Dodatkowo przemyślenia i rozważania Michaela, dość błahe i proste, pozwalały zagłębić się w jego tok myślenia i zrozumieć jego poczynania. Czasem zupełnie niezrozumiałe dla przypadkowego, nieznającego poglądów K., człowieka. Kolejną dobrą stroną książki są jej bohaterowie. Nie są bezbarwni i nierzeczywiści - wręcz przeciwnie. Takich Michaelów jest na świecie wielu, ale nikt ich nie rozumie, a może po prostu nie dają się zrozumieć? Prości, niezbyt inteligentni, ale zaradni i pewni swoich przekonań. Wszystkie wątki zostały ze sobą zgrabnie połączone, nie było w książce żadnych zdarzeń wyrwanych z kontekstu "kilka lat później". Dodatkowo część opowieści snuta jest przez lekarza, człowieka, który opiekował się Michaelem przez jakiś czas. Dopiero podczas jego narracji wypływały na wierzch upór i niezrozumiałe zachowanie K. Poza tym jestem szczęśliwa, dlatego że mimo wydarzeń w tle (wojny w Południowej Afryce) nie było nawiązań do walk czy ataków. Oczywiście, gdyby nie wojna, historia K. wyglądałaby zupełnie inaczej. Miała ona bardzo duży wpływ na jego życie, jednak nie dotknęła go w taki sposób, jak większość żołnierzy.

Książka jest świetna. Autor również (inaczej nie otrzymałby Nagrody Nobla w dziedzinie literatury : )). Nie opowiada o nieważnych problemach, ale o życiu i o jego trudnościach. O ludziach, którzy rozumieją wolność inaczej niż większość z nas. Polecam gorąco.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

"I nie było już nikogo" - Agatha Christie

Tytuł: I nie było już nikogo
Tytuł oryginalny: And then there were none
Autor: Agatha Christie
Tłumaczenie: Roman Chrząstowski
Rok wydania powieści: 1939
Ilość stron: 159


Po lekturze Zwierciadło pękło w odłamków stos zapragnęłam przeczytać coś jeszcze napisanego przez A. Christie. Niestety, na zakończenie roku nie dostałam, tak wyczekiwanej, jej powieści. Zabrałam się za czytanie innej książki, jednak nie wzięłam jej ze sobą w podróż. Na drogę powrotną pożyczyłam za to od cioci czytaną już przeze mnie parę lat temu I nie było już nikogo.


Pomimo tego, że mgliście przypominałam sobie następujące jeden po drugim zdarzenia powieść powtórnie mnie zaskoczyła. Może wydawać się to dziwne, ale zupełnie nie przypominałam sobie zakończenia ani kolejności wypadków. Miałam przebłyski pamięci, ale dotyczyły one jedynie ogólnego zarysu całej akcji.


I nie było już nikogo miało pierwotnie inny tytuł. Autorka wydała powieść jako Dziesięciu małych Murzynków, a znana jest również jako Dziesięciu małych Indian lub Dziesięciu małych Żołnierzyków, jednak te tytuły nie przyjęły się ze względu na, jak kiedyś słyszałam, rasistowski podtekst. Ja jednak nie zarzucałabym tego autorce - tytuł bowiem jest jednym z wersów wyliczanki. Z nią związana jest cała akcja tej kryminalnej powieści.


 Akcja rozgrywa się na Wyspie Żołnierzyków zakupionej przez tajemniczego pana U. N. Owen'a. (Przy odrobinie fantazji "unknow".) Zaprasza on na nią ośmiu ludzi oraz zatrudnia małżeństwo jako służbę. Ludzie Ci nie są związani ze sobą w jakikolwiek sposób. Jest wśród nich starsza dama, młoda nauczycielka, sędzia, lekarz, były policjant, emerytowany wojskowy, młodzieniec i podróżnik. Nie ma na ziemi miejsca, w którym mogliby się przypadkowo spotkać. A jednak zostali oni poproszeni o przyjazd. Każdy z nich jednak otrzymał zaproszenie od kogoś innego - starego znajomego czy biuro pośrednictwa pracy. Tajemniczego pana Owena nikt nie zna.
Na wieczornym przyjęciu zostaje włączona płyta gramofonowa, na której wszyscy zebrani zostali oskarżeni o popełnienie morderstwa. Każdy z nich wypiera się zarzucanych mu czynów, ale napięcie i niepokój zaczyna narastać. Już chwilę po tym Anthony Marston, młody chłopak, który rozjechał dwoje dzieci, umiera. Wszyscy są przestraszeni zaistniałą sytuacją, jednak są naprawdę przerażeni dopiero rano, gdy okazuje się, ze we śnie zmarła pani Rogers, kucharka, której głos na gramofonie zarzucił morderstwo starszej damy, którą przed wieloma laty opiekowała się z mężem.
Po kolei giną ludzie zaproszeni na wyspę przez pana Owena. Wszyscy przyznają, że morderca jest wśród nich. Jednak nikt nie wie kto to i dlaczego to robi. Morderstwa następują po sobie jedno po drugim i za każdym razem mają związek z kolejnymi zwrotkami rymowanki. Pierwsze dwie ofiary zginęły, zgodnie z treścią, po posiłku, od zakrztuszenia i we śnie.
"Raz dziesięciu żołnierzyków pyszny obiad zajadało.
Nagle jeden się zakrztusił - i dziewięciu pozostało.

Tych dziewięciu żołnierzyków tak wieczorem balowało,
Że aż rano jeden zaspał - ośmiu tylko pozostało."

Wszyscy zostali zabici, lecz sami nie jesteśmy w stanie odgadnąć kto tak na prawdę był mordercą - tajemniczym panem U. N. Owen'em. Chyba, ze ktoś jest naprawdę dobrym detektywem. Cała sytuacja, motywy zabójcy oraz jego tożsamość, ujawnione zostają w liście, który pozostawił po sobie. 

Kto był "sędzią" w tym sądzie uniewinnionych za swoje przestępstwa, dlaczego doprowadził do sytuacji, w której ludzie bali się siebie nawzajem i oskarżali o popełnienie zbrodni? Tego, kochani czytelnicy, dowiecie się tylko jeśli przeczytacie I nie było już nikogo, powieść napisaną przez jedną z najlepszych autorek powieści kryminalnych - Agathę Christie. 

Z rymowanką kojarzy mi się śpiewana w szkole piosenka o Dziesięciu Braciach.

wtorek, 21 czerwca 2011

"Zabić Drozda" - Harper Lee

Tytuł: Zabić Drozda
Tytuł oryginalny: To Kill a Mockingbird
Autor: Harper Lee
Przekład: Maciej Szymański
Rok wydania: 2006 (pierwsze wydanie 1960r.)
Ilość stron: 419


Od dawna zabierałam się za tą książkę - leżała na półce już parę dobrych lat. To tylko dlatego, że pewnego dnia tata postanowił kupić ją i przeczytać jeszcze raz. Inaczej pewnie nie byłoby jej w naszej domowej biblioteczce. Dlatego z całego serca bardzo mu za to dziękuję.

Zanim zabrałam się za Zabić Drozda dowiedziałam się mniej więcej o co chodzi. Są lata 30. XX wieku. W miasteczku Maycomb oskarżono Murzyna za gwałt na białej kobiecie. W tamtych czasach tak zwani "Kolorowi" nie byli postrzegani przez białych zbyt przyjaźnie. Właśnie dlatego sprawa ta była bardzo głośna. Atticus, ojciec Jema i Jean Louise, zwanej Skautem, był adwokatem, który dostał sprawę Toma Robinsona. Za to, że bronił "Czarnego" niektórzy zaczęli go prześladować i wyzywać. Grozili mu itp. Jest to tylko ogólny rys całej książki, który udało mi się stworzyć zanim zaczęłam czytać pierwszą stronę książki.

Cała opowieść snuta jest przez Jean Louise z pewnej czasowej perspektywy. Głównymi bohaterami jej przygód jest jej starszy brat Jem i ona - Skaut. Prowadzą zwyczajne życie, jak każde dziecko w ich wielu. Biegaja po podwórku, kryją się w domku na drzewie, chodzą do szkoły, boja się sąsiada, który nie wychodzi z domu, są w niezłej komitywie ze starszą sąsiadka z naprzeciwka. Żyją jak wszyscy z tą tylko różnicą, że wychowuje je sam ojciec, prawnik Atticus, któremu pomaga Calpurnia, ich Czarna gospodyni. Ojciec ma swoje zasady, jest szczery i uczciwy i uczy dzieci wszystkiego co sam potrafi. Calpurnia, chociaż dość wymagająca, bardzo kocha swoich podopiecznych i również pomaga im jak umie: pilnuje, kiedy trzeba daje coś do zjedzenia, pomaga w nauce...

Dzieci dorastają. Nie boja się już tak Boo Radleya, sąsiada. Mają inne problemy, a jednym z nich staje się rodzinna duma. Dzieci w szkole i dorośli spotkani na ulicy śmieją się i drwią z ich ojca, ukochanego Atticusa. Okazuje się, że dostał on sprawę Toma Robinsona, Murzyna oskarżonego o gwałt na Czarnej kobiecie. Ludzie w miasteczku, kierowani rasowymi uprzedzeniami sami chcą wykonać wyrok na prawdopodobnie niewinnym niczemu Tomie. Jednak Atticusowi, któremu z pomocą przychodzą Skaut i Jem, udaje się nie dopuścić do tego. Zaczyna się proces, w którym sąd musi wydać wyrok...

Poszkodowaną w całej tej sytuacji jest córka Boba Ewalla. Zeznania jej i jej ojca zostały przed sądem uniewiarygodnione. Bob chce się zemścić na człowieku, którego oskarżył o pozbawienie go pracy z powodu małej wiarygodności oraz ośmieszenia przed ludźmi z miasteczka. Przysięga Atticusowi zemstę i rzeczywiście mści się. Co wyniknie z jego zemsty oraz jaki był wyrok w sprawie Toma Robinsona i jak po nim zmieniła się mentalność ludzi w miasteczku? Tego, drodzy czytelnicy, dowiecie się, gdy sami przeczytacie Zabić Drozda.

Oczywiście oprócz głównego wątku w książce występuje wiele innych. Równie ważnych dla czytelnika i dla bohaterów tej powieści. Moim zdaniem jest to świetna książka. Może kieruje się trochę innymi opiniami, a może nie - tego nie wiem, ale oceniam Zabić Drozda na 6 z wielkim plusem. Porusza dość ważny w tamtych czasach temat oraz przedstawia go czytelnikowi tak aby zrozumiało to nawet najmniejsze dziecko. Świetna narracja pierwszoosobowa, którą prowadzi mała dziewczynka pokazuje cały problem z nico innej perspektywy. Historia wciąga. Niebanalne przygody Jema i Jean Louise bawią nas i rozśmieszają. Nic nie można zarzucić autorce - jej książka jest naprawdę świetna i uważam, ze zasługuje na 5. miejsce na liście BBC "100 tytułów BBC czyli 100 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią". 


Na koniec pozostawiłam zagadkowy tytuł: Zabić Drozda. Nie wiąże się to ani z tematyką książki, ani z jakimś specjalnym hobby któregoś z bohaterów. Kiedy Jem dostał na święta wiatrówkę Atticus powiedział, że grzechem jest zabić drozda. Dopiero na ostatnich stronach autorka wyjaśnia nam kto został uznany za tytułowego drozda. Jest to pewna drobna sugestia dla nas wszystkich... : )

czwartek, 16 czerwca 2011

Wiedźmińskie opowieści

Tytuł: Wiedźmin
Reżyseria: Marek Brodzki
Gatunek: Serial fantasy
Ilość odcinków: 13
Premiera: 2002r.
W rolach głównych:
Geralt - Michał Żebrowski
Jaskier - Zbigniew Zamachowski
Ciri - Marta Bitner


Mimo powszechnie znanej opinii, jakoby serial ten był beznadziejny i niewarty oglądania, postanowiłam sama się o tym przekonać. Pewnego dnia zupełnie przypadkowo trafiłam na emitowany w Kino Polska jeden z odcinków Wiedźmina. Potem poszperałam w internecie i obejrzałam pozostałe dwanaście odcinków. Zanim zabrałam się za oglądanie dowiedziałam się, że serial został nakręcony na podstawie zbiorów opowiadań Andrzeja Sapkowskiego, a nie jako adaptacja Sagi o Wiedźminie. Byłam tym trochę zawiedziona, ale cóż - nie można mieć wszystkiego.

Oglądając kolejno wszystkie odcinki Wiedźmina przypominałam sobie opowiadania zamieszczone w zbiorach Miecz przeznaczenia i Ostatnie życzenie. A przecież książki te czytałam ponad rok temu. Pomimo tego, wszystko we mnie odżywało - przypominałam sobie niektóre wątki i łączyłam je z innymi. Sama byłam zdziwiona jak bardzo film ten pobudzał w moim mózgu komórki odpowiedzialne za zapamiętywanie. Otwierał kolejno wszystkie szufladki oznaczone etykietą "Wiedźmin" i przenosił ich zawartość na ekran. Moim zdaniem była do naprawdę znakomita adaptacja. Bardzo wierna, a przynajmniej tak mi się wydaje. Przedstawiono najważniejszych wrogów i przyjaciół Wiedźmina jak i jego najciekawsze przygody.

Znalazłam więcej plusów niż minusów tej ekranizacji i dlatego nie wiem, dlaczego niektórzy tak słabo oceniają ten serial? Fantastyczna obsada (w roli Geralta Michał Żebrowski!), kostiumy, scenariusz. Co prawda niektóre "potwory" były dość naciągane i słabo zrobione - fakt. Na przykład smok kuł w oczy tak niemiłosiernie, że nie dało się na niego patrzeć. Jednak poza tym nic nie wzbudziło mojego niezadowolenia. Były również nieznaczne odchylenia od oryginału, ale bez tego nie da się nakręcić dobrego filmu czy serialu. Trzeba nadać mu początek i koniec, a żeby to zrobić i żeby było to zrozumiałe dla widza czasem trzeba nagiąć niektóre opisane fakty.

Jednak najważniejszy, główny wątek, został zachowany. Chodzi mi oczywiście o poszukiwanie Ciri, dziecka, które zostało dla Geralta przeznaczone. Wciąż gdzieś między wszystkimi walkami z potworami i włóczęgą po świecie przemykał wątek poszukiwań. Ktoś gdzieś coś usłyszał, zobaczył... Wiedźmin cały czas wracał do niej myślami. Oczywiście dość często wpadał nasz Wiedźmin na swego przyjaciela - barda Jaskra (grał go Zbigniew Zamachowski), który albo ściągał kłopoty, albo z nich ratował. Równie często Geralt natykał się na Flawicka, byłego wiedźmina, renegata, który za wszelką cenę chciał pozbyć się Geralta i oddać Ciri Cesarzowi, który następnie miał ją poślubić i panować nad światem. Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać tych wszystkich, którzy w jakiś sposób wpływali na decyzje i przygody głównego bohatera, zarówno serialu jak i książek, które były pierwowzorem dla tej ekranizacji. Wszyscy oni nadawali specyficzny charakter temu serialowi.

Zakończę to może trochę jak rozprawkę, ale co mi tam. Uważam, że argumenty, które przytoczyłam powyżej  zachęcą do wydania własnej opinii na temat serialu. Mam oczywiście na myśli to, że każdy kto słyszał kiedyś niepochlebną opinie na temat tej adaptacji, a nie miał jeszcze okazji jej obejrzeć powinien to uczynić jak najszybciej. Według mojej oceny serial ten jest dobry. Nie jest to może dzieło wybitne, ale zdecydowanie warte obejrzenia. Polecam szczególnie fanom twórczości Sapkowskiego i wszystkim zainteresowanym fantastyką : )

piątek, 3 czerwca 2011

"Zwierciadło pęka w odłamków stos" - Agatha Christie

Tytuł oryginalny: The Mirror Crack'd from Side to Side
Tytuł polski: Zwierciadło pęka w odłamków stos
Autor: Agatha Christie
Tłumaczenie: Elżbieta Gepfert
Ilość stron: 254
Rok wydania: 2009

Literatura A. Christie powala mnie na kolana. Zwierciadło pęka w odłamków stos to dopiero druga książka pióra tej autorki, która przeczytała, ale mimo wszystko uważam ją za jedną z moich ulubionych autorów. Na podstawie jej powieści powstało wiele ekranizacji. Myślę, że najbardziej znanymi są filmy oraz książki opisujące przygody Herculesa Poirot'a oraz panny Murple.

Zwierciadło pęka w odłamków stos to jedna z serii książek opowiadająca o zagadkach rozwiązywanych przez pannę Murple - bystrą staruszkę mieszkającą w małym miasteczku St Mary Mead. Tym razem do morderstwa dochodzi w jednej z posiadłości w miasteczku, Gossington Hall, którą kupiła znana gwiazda filmowa, Marina Gregg. Podczas przyjęcia charytatywnego na rzecz St John Ambulance, które odbyło się właśnie w tej rezydencji, zostaje zamordowana Heather Badcock. 

Z początku podejrzenia padały na męża Heather, jednak później wszystko zaczyna wskazywać na to, że prawdziwym celem była Marina Gregg, a biedna mieszkanka St Mary Mead zginęła przez zbieg okoliczności.  Podczas dochodzenia dochodzi do kolejnego morderstwa, a układanka zaczyna być coraz bardziej kompletna. Z każdą kolejną rozmową, wizytą czy przesłuchaniem Scotland Yard i panna Murple dochodzą do rozwiązania zagadki.

Kto okaże się przebiegłym mordercą, a kto jego prawdziwą ofiarą? Co spowodowało, że ta kobieta musiała zginąć? Tego wszystkiego możecie dowiedzieć się czytając tę książkę. Jeśli jednak ktoś nie przepada za czytaniem zawsze może zobaczyć ekranizację Zwierciadła... 

Dość tajemniczy tytuł pochodzi z dość znanego we wczesnych latach XX wieku poematu A. Tennyson'a Pani na Shalott: 
Zerwana nić jak cienki włos,
Zwierciadło pęka w odłamków stos,

,,Klątwa nade mną”, woła w głos
Pani na Shalott.

Spotkałam się już z tym poematem czytając Liceum Avalon i już wtedy zachwyciłam się nim. Dopiero teraz udało mi się znaleźć cały tekst i chodzi mi po głowie pomysł nauczenia się go na pamięć : )

Wracając do Zwierciadła... mogę powiedzieć jeszcze, że ten kryminał czyta się szybko i bardzo "gładko". Styl autorki jest znakomity, trzyma nas w napięciu i jednocześnie przedstawia nam po kolei wszystkie fakty tak, abyśmy sami mogli snuć swoje domysły na temat zbrodni. W najbliższym czasie planuję zakup kolejnych części serii kryminałów A. Christie z panną Murple w roli głównej i wszystkim polecam je z całego serca!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...